Muzeum Ramenu w Yokohamie

Pierwsze chłodniejsze wieczory a za mną już chodzi rozgrzewająca miska ramenu… Dlatego dziś kilka słów o wyjątkowym miejscu, które zdecydowanie warto odwiedzić. To muzeum niezwykłe, bo oprócz części „historycznej” (bądź co bądź nudnej i ubogiej w angielskie tłumaczenia) w podziemiu jest część „doświadczalna”, gdzie możemy przekonać się, jak smakuje ramen w różnych regionach Japonii.
DSCN5780DSCN5785O ramenie od jakiegoś czasu w Polsce coraz głośniej i serwuje się go w coraz większej liczbie japońskich (i nie tylko) restauracji. Czym jest ramen? Zasadniczo składa się z czterech elementów: wywaru, tare (bazy, esencji zwanej też kaeshi, główne to shoyu, miso i shio, które podstawowo determinują typ ramenu), makaronu i dodatków. Podobno rodzajów ramenu jest tyle ilu szefów kuchni, gdyż każdy ma swój własny styl i wypracowany latami przepis. Na pewno istnieje wiele regionalnych odmian, które świetnie opisuje ten artykuł. Ślinka cieknie…

Muzeum w Yokohamie jest niezwykłe, bo wykreowano w nim miasteczko rodem z Japonii lat 50-tych, z wąskimi uliczkami, pocztą, kioskiem z papierosami, wróżbiarzem, świątynką… Już sam spacer po nim robi wrażenie, a do tego na środku znajduje się okazały skwer, przy którym zlokalizowanych jest 8 restauracji serwujących ramen.
DSCN5790DSCN5795DSCN5796DSCN5797DSCN5798DSCN5799DSCN5801DSCN5816Przyznaję, nie przygotowałam się merytorycznie do wizyty, więc przyszło mi wybierać na ślepo. Do tego menu w automacie przed wejściem było dostępne tylko po japońsku i nieświadomie zamówiłam misoramen na ostro… Niestety. W ostrych smakach nie gustuję i, mimo że to była jakaś mocno wyjątkowa wersja, dla mnie siłą rzeczy nie było to niebo w gębie. Po fakcie też zorientowałam się, że dostępne są mini porcje, dzięki czemu odwiedzający są w stanie spróbować wielu opcji. Mówi się trudno i podaje się dalej, żeby inni skorzystali :)
DSCN5813A ja chętnie tam jeszcze kiedyś wrócę i spróbuję kolejnych. Muzeum polecam! :)
Znajduje się niedaleko dworca Shin-Yokohama. Zapytajcie o drogę w informacji turystycznej na stacji – dostałam tam ulotkę, dzięki której przysługiwała drobna zniżka i zamiast 300 jenów, za wstęp zapłaciłam 280. ;)

Album spełnionych marzeń

Przygotowując się do kolejnej podróży nie sposób nie wracać do poprzedniej. Sporo pamiątek wrosło w moje codzienne otoczenie, ale po album ze zdjęciami sięgam rzadko, choć to chyba najcenniejszy namacalny zbiór wspomnień. Nie jestem fanką gromadzenia zdjęć w formie elektronicznej, bo raz, że nie ufam współczesnym nośnikom, a dwa – papier to papier, z duszą. Do tego przecież album ze zdjęciami z Japonii musiał być wyjątkowy. Wybór ujęć do druku był drogą przez mękę, szukanie odpowiedniego albumu ciągnęło się miesiącami, a samo klejenie… prawie potrułam domowników oparami kleju w sprayu :) Całość skończyłam jakieś półtora roku po podróży, ale było warto! :) Bo teraz można zasiadać do wspomnień:

Pierwszy dzień w Tokyo: pierwsza styczność z Yamanote Line i zakoch z miejsca – mogłabym nią jeździć non stop i słuchać jej dźwięków :) Mało kto mnie rozumie w tym względzie, ale Yamanote Line Sound Board ma na Facebooku 819 fanów, więc nie jestem całkiem sama :)
Tego dnia nie miałam konkretnego planu, pozwoliłam miastu się ponieść i dotarłam przypadkiem (!) do największego chramu w Tokyo – Meiji Jingu – zbudowanego dla uczczenia pamięci cesarza Meiji. Na zdjęciach oznaczenie Yamanote Line na peronie, pierwsze zobaczone przeze mnie ema, broszura o świątyni i mapa tokijskiego metra.
DSC06490

Znalazłam się też w parku Ueno, gdzie zobaczyłam upragnione sakury i hanami. Tylko kilka kwiatków mi się ostało, bo sporo było chętnych na taką pamiątkę z Japonii :)

DSC06492

Na ulicy w Shibuya zaczepił mnie fotograf, robiący zdjęcia ludziom, którzy kochają Tokyo i znalazłam potem swoje, z serduszkowym balonikiem, na jego stronie kilka miesięcy później, co zrobiło mi dzień, ba, nawet tydzień! :)

DSC06493

W Kamakurze uwiodła mnie świątynia Hasedera, o której pisałam już tutaj

DSC06496

… i ślub w świątyni Tsurugaoka Hachiman-gū – niebywałe przeżycie z zaskoczenia!

DSC06499Wspominam najpyszniejsze matcha-ciastko świata… Serio, nic mi tak w życiu nie smakowało! Na myśl o tym, że znowu je zjem, dostaję ekstazy :D
DSC06500

Moje pierwsze omikuji (w miarę pozytywne, więc zabrałam ze sobą) w świątyni Sensō-ji w dzielnicy Asakusa (Tokyo).

DSC06502

Pierwsze dango…, bez pojęcia czego się w ogóle spodziewać :)

DSC06506

Pierwszy ramen… oj trudne były początki tej miłości :)

DSC06513

I Kyoto! Z chłopcem grającym na gitarze nad rzeką Kamo

DSC06505… z maiko na ulicach…

DSC06508

… świątynie zen Daitoku-ji… (tym razem zdążę do Kōtō-in przed zamknięciem, postanowione!)

DSC06512

… i najpiękniejszy plakat filmowy, jaki kiedykolwiek widziałam.

DSC06515

I najważniejsza – Miyajima – moje miejsce na ziemi. Wisienka wisienek na torcie tortów. Marzyłam o niej od dziecka, nie wiedząc jeszcze nawet, gdzie i czym jest. W głębokiej podstawówce wykradłam ją tacie z kolekcji pocztówek, którą dostał od swojego taty z Japonii i mam tą kartkę do dziś <3 Jest dla mnie symbolem spełnionego marzenia. Przypomina, że warto marzyć, bo wszystko jest możliwe.

WP_20140924_001

DSC06516DSC06517DSC06518DSC06519DSC06520

270481_2168536653502_7232995_n

Nie dało się nie zakochać w Japonii! Trzeba wrócić!
…jeszcze tylko 35 dni!

Bento nr 67 – ramen!

Zapadliśmy na chorobę zwaną ramen… Od zeszłego czwartku jedliśmy już trzy razy :) W związku z tym postanowiłam zabrać dziś do pracy ramenowe bento.

DSC_0027Dzisiejszy ramen sponsorują: bulion dashi, pasta miso, sos sojowy, chiński makaron pszenny, polędwiczka wieprzowa, tofu, marynowany daikon, edamame, jajeczko, imbir i szczypiorek :)

Dobrego dnia!

 

Książki o kuchni japońskiej #1

Lomogram_2013-12-30_03-42-18-PM

Wraz z postanowieniem, że będę robić bento, naturalnie przyszła wzmożona ciekawość wobec japońskiej kuchni. Wcześniej widziałam niewiele i nawet jadąc do Japonii nie przyłożyłam się zbytnio do tematu, ale wierzę, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas :)

„Tradycje kulinarne Japonii” autorstwa Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek miałam na półce kilka dobrych lat, jednak przy pierwszym podejściu, przeczytawszy kilkanaście stron, uznałam książkę za nieinteresującą i niespełniającą moich oczekiwań i zawiesiłam lekturę. Wróciłam do niej jednak i chyba czas nadszedł odpowiedni, bo tym razem wydała mi się niemal idealna! Wcześniej zniechęciło mnie, że zdecydowana część książki miała być poświęcona historii kuchni, co uznałam dla siebie za zbędne… Nie wiedziałam jednak, że autorka skupi się na tych elementach kuchni japońskiej, które przetrwały do dziś, a wywodzą się po prostu z różnych okresów historii. Opowieści okazały się fascynujące, a książka, mimo że małej objętości, mieści bardzo dużo informacji podanych w skondensowanej i czytelnej formie. Biję się więc w pierś i polecam to naprawdę świetne wprowadzenie dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z japońską kuchnią.

Drugą książką, którą chciałabym dziś polecić, jest „Sushi i cała reszta” autorstwa Michaela Bootha. To dziennikarz kulinarny, który postanowił udać się w podróż po Japonii, chcąc zrozumieć na czym polega fenomen japońskiej kuchni. Jako że początkowo wiedział o niej niewiele i od tego stanu rozpoczyna swoją opowieść na kartach książki, czytelnik razem z nim wkracza w niezwykły świat japońskiej prostoty i smaku.

Dla autora ta pasjonująca podróż trwała trzy miesiące, podążał śladami najlepszych produktów i potraw od północnych obszarów Japonii po Okinawę. Degustował słynny batakon ramen z kukurydzy na Hokkaido, odwiedził farmę wodorostów kombu, stajnię zapaśniczą, gdzie wraz z sumokami ucztował przy chanko nabe (tradycyjna potrawa sumoków), był na planie „Bistro SMAP” – najpopularniejszego show kulinarnego w Japonii, spotkał się z mistrzami dwóch szkół gotowania w Tōkyō i Osace), odwiedził miasto Yaizu, w którym poznał proces powstawania najlepszego katsuobushi, zobaczył warunki, w których rośnie najlepszy korzeń wasabi, czy wreszcie miał możliwość wzięcia udziału w ekstrawaganckiej, tradycyjnej dziewięciodaniowej uczcie kaiseki ryōri, za którą entuzjaści płacą dziesiątki tysięcy jenów w wybranych i trudno dostępnych dla przeciętnych turystów restauracjach w Kyōto.

To tylko kilka z wielu niesamowitości, które Michael Booth przeżył podczas swojej przygody. Kiedy czytałam jego opowieści, niemal stale towarzyszyło mi uczucie zazdrości, jednak opisy autora nieraz są tak sugestywne, że ma się wrażenie, jakbyśmy sami doświadczyli niektórych sytuacji, czy nawet smaków! Książka niezwykła, a czyta się ją ekspresowo, ponieważ jest napisana lekko i momentami zabawnie, bo wspomnieć należy, że Booth podróżuje wraz z żoną i dwójką małych synów, których sympatyczne perypetie rozjaśniają książkę i stanowią miłe tło dla całej historii.

Na moją wysoką ocenę książki wpływa także postawa jej autora/bohatera, który podchodzi do wszystkiego, co go spotyka z wielką ciekawością, pasją, ale też i pokorą, czego nie mogłam powiedzieć o autorze „W drodze na Hokkaido„, i co bardzo przeszkadzało mi w ogólnym odbiorze tamtej książki. Tu autor nie krytykuje Japończyków i nawet jeśli ich nie rozumie, stara się dostosować do otaczającej go rzeczywistości, podchodzi do ich inności z szacunkiem, a z czasem i z podziwem. 

Ponieważ czytałam obie książki jedną po drugiej, pozwalam sobie je zestawić i jestem zdania, że idealnie się uzupełniają. „Tradycje…” stanowią solidną, konkretną podstawę wiedzy o kuchni japońskiej, a „Sushi..” to już absolutna, niezapomniana uczta japońska, którą chłonie się w najmniejszych szczegółach.

 „Wie pan – powiedziała – że to może być jedyny raz, gdy widzi pan tą czarkę, proszę radować się tą chwilą. Japończycy mają określenie na maksymalne wykorzystanie krótkotrwałego zetknięcia się z czymś: ichigo ichie, co znaczy „jedno spotkanie, jedna okazja”. 

Właśnie tak.

(cyt. za Michael Booth „Sushi i cała reszta. Wszystkie smaki Japonii”, Grupa Wydawnicza PWN, Wydanie pierwsze, 2013, str. 111)
Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: