Wyjątkowe warsztaty herbaciane z Masahiro Takada w Czajowni Wrocław

Kilka dni temu spędziłam niezwykłe dwie godziny w zaciszu bambusowego ogródka wrocławskiej Czajowni. Właściciele tej wyjątkowej herbaciarni zaprosili swego mentora i dostawcę – Masahiro Takadę, aby zebranym opowiedział o japońskich zielonych herbatach.
masahiro takada - warsztaty herbatyPan Takada powitał nas czarką sakuracha, czyli herbaty z liści wiśni (niezwykły smak i aromat!) i opowiedział o początkach zielonej herbaty w Japonii, co miało miejsce ponad osiem stuleci temu w miejscowości Uji (nieopodal Kyoto). Zobaczyliśmy także i spróbowaliśmy różnych rodzajów tego niezwykłego trunku.
Chociaż wszystkie herbaty to tak naprawdę jedna roślina – Camellia sinensis – w zależności od warunków, w jakich wzrasta, a także czy (i w jaki sposób) jest później przetwarzana, herbaty japońskie noszą różne nazwy.

Zaczęliśmy od herbaty farmerów (aracha), której ręczną obróbkę zademonstrował nam pan Takada (obecnie zazwyczaj proces ten odbywa się z użyciem maszyn, ale kiedyś maszyn nie było…)
IMG_0029 IMG_0030Zobaczyliśmy różnice między herbatami: gyokuro, tamara, yamacha, kabuki, kamacha, sencha, kukicha i hojicha.
rodzaje japońskich herbatHojicha to uprażona kukicha, która powstaje nie tylko z listków ale także z młodych łodyżej zwanych po japońsku kuki. Jak się okazuje kukicha można „zbrązowić” samemu, wystarczy podgrzewacz:
IMG_0032Dowiedzieliśmy się, że najlepszą herbatę uzyskuje się z zacienianych plantacji, gdyż zbyt duże nasłonecznienie wzmaga gorycz. Tak powstają wyjątkowe matcha i gyokuro.
Wykład był bardzo ciekawy i pouczający, ale najlepszą częścią warsztatów była degustacja. Nigdy wcześniej nie miałam okazji wypróbować kilku rodzajów zielonej herbaty w krótkim czasie i wyczuwalne różnice w smaku były niezwykłym doświadczeniem! To naprawdę ma znaczenie, jaką herbatę pijemy :) Pan Takada z namaszczeniem zaparzał dla nas kolejne dzbanuszki i nasze urocze małe czarki wypełniały się kolejnymi smakami.
czajownia wrocławPierwszy raz napiłam się królowej japońskich herbat – gyokuro – ten zaskakujący, bardzo intensywny smak nie da o sobie zapomnieć. Gyokuro przygotowuje się w stosunkowo niewielkiej ilości wody o temperaturze 50-60 stopni Celsjusza i większej ilości samej herbaty niż w przypadku pozostałych. Żeby tego było mało, po bodajże dwukrotnym parzeniu, liście herbaty… zjedliśmy :)
gyokuroPan Takada poczęstował nas także matcha ciasteczkami, jednak jak na moje kubki smakowe matcha była słabo wyczuwalna…
matcha cookie… ale już sama matcha rozpływała się w ustach :)
matchaNiezmiernie się cieszę, że udało mi się uczestniczyć w tym spotkaniu. Idealna dawka wiedzy dla początkujących i niezwykłe wyciszenie i relaks. Polecam nie tylko same warsztaty, które prawdopodobnie doczekają się powtórki, ale także samą Czajownię, bo to niezwykłe miejsce na mapie Wrocławia, a śmiem twierdzić, że także i Polski :) Urzeka zwłaszcza ogródek – to taka „mała Japonia”…
Czajownia Wrocław Czajownia WrocławI jeszcze boska wskazówka na koniec: gdy mamy nieco zwietrzałą herbatę, podgrzanie jej chwilę na czystej patelni przywróci jej wyrazisty smak i aromat – potwierdzone w praktyce na warsztatach! :)

Mrożona matcha z mlekiem kokosowym – idealna na upał!

Chodziło za mną i wyszło! :) Matcha i delikatna kokosowa słodycz uzupełniają się znakomicie! A przygotowanie zajmuje tylko kilka minut. Podaję przepis na około 500 ml boskiego płynu:

Składniki:
– 7 chashaku (około 3 „nasze” łyżeczki) zielonej herbaty matcha (to sporo, ale akurat nie miałam najlepszej jakościowo i żeby było zielono trzeba było sypać i sypać…)
– 50 ml wody (do roztrzepania samej herbaty)
– 150 ml wody kokosowej (bo jest słodka, a nie chciałam dosładzać samemu)
– 200 ml mleka kokosowego (wskazana wersja płynna, a nie wysuszony wiór z puszki)
– lód wg uznaniaDSC_0808right

Czynności w kolejności:
– Odmierzamy matchę za pomocą chashaku (to ta bambusowa łyżeczka), wsypujemy do chawanu (herbaciana czarka).
DSC_0811– wlewamy wodę (może być ciepła, nie musi) i roztrzepujemy energicznie chasenem (pędzel) najlepiej ruchem, przy którym pracuje tylko nasz nagarstek (góra-dół), a nie cała ręka. Trzepiemy do momentu, w którym powstała pianka po wyjęciu pędzla zostanie na jego środkowych włóknach.
DSC_0819– Do shakera wlewamy wodę i mleko kokosowe, przygotowanę matchę, dodajemy lód i energicznie potrząsamy, aby wszystkie składniki dobrze się wymieszały.
– Gotową miksturę przelewamy do szklanki (polecam szklankę wcześniej zmrozić w zamrażalniku) i voila! :)
DSC_0835Nie masz tych wszystkich cha…? Nic nie szkodzi!
W takim przypadku matchę możesz przyrządzić w shakerze (albo nawet dowolnej zakręcanej butelce), ale ważne jest, aby był suchy w środku zanim wsypiesz herbatę i warto ją przesiać przez drobne sitko, żeby zmniejszyć ryzyko powstania grudek. Wlej wodę, zakręć i trząś do momentu równomiernego rozpierzchnięcia się proszku w wodzie i uzyskania w miarę jednorodnego płynu (matcha się nie rozpuszcza, ona się rozpierzcha ;)). Dopiero do przyrządzonej herbaty dodaj resztę składników i ponownie trząś aż składniki się wymieszają.

Enjoy!

Totoro w Pradze!

Poprzedni weekend spędziliśmy z Totoro w Pradze! Dość niespodzianie, ale mimo, że chorzy wszyscy, najpiękniej! :)
DSC06557To była nasza (moja i Totoro) pierwsza wizyta w tym mieście, więc na pierwszy ogień poszły standardy. Rynek Staromiejski:

DSC06537Zachwycająca, prawdziwa choinka!

DSC06538Totoro na widok straganów z pieczonymi kasztanami dostał spazmów i trzeba było kupić…

DSC06541 DSC06542I przypomniały mu się nasze rzymskie wakacje i kasztany na Piazza Navona… Przypomniało mu się także, że tam było ciepło i Pragę wolał już później przemierzać schowany w suchym wnętrzu mojej torby. Łaskawie wystawił łebek jeszcze przy Moście Karola…

DSC06544… namówiłam go na zdjęcie z Franzem Kafką ;)

DSC06549i wyjątkowo zapalił się do zdjęcia przy rzeźbie Davida Černego In Utero (choć w naszej pamięci pozostanie jako „praska matka rodząca”) z dedykacją dla rodzącej właśnie w Polsce naszej drogiej Z. :)
DSC06550Później zwiedził jeszcze z nami Muzeum Maszyn Erotycznych, gdzie załapaliśmy się nawet na drobny japonizm – laski z erotycznymi rzeźbieniami umożliwiające oddanie moczu bez konieczności zdejmowania niezliczonych warstw ubrania :)

DSC06551Ale prawdziwy raj czekał na nas w Japa Shop, czyli sklepie z japońską żywnością i nie tylko :)

DSC06534Oczywiście nie wyszliśmy z niego z pustymi rękami… Wreszcie zaopatrzyłam się w miseczki do miso :)

DSC06559A do tego miniaturowe wina śliwkowe, senbei z czarnego sezamu, najlepsze mleczne matcha cukierki jakie jadłam do tej pory (!) i dostały mi się hashioki w kształcie dango <3

DSC06558

Do Pragi wrócimy wiosną :)

Album spełnionych marzeń

Przygotowując się do kolejnej podróży nie sposób nie wracać do poprzedniej. Sporo pamiątek wrosło w moje codzienne otoczenie, ale po album ze zdjęciami sięgam rzadko, choć to chyba najcenniejszy namacalny zbiór wspomnień. Nie jestem fanką gromadzenia zdjęć w formie elektronicznej, bo raz, że nie ufam współczesnym nośnikom, a dwa – papier to papier, z duszą. Do tego przecież album ze zdjęciami z Japonii musiał być wyjątkowy. Wybór ujęć do druku był drogą przez mękę, szukanie odpowiedniego albumu ciągnęło się miesiącami, a samo klejenie… prawie potrułam domowników oparami kleju w sprayu :) Całość skończyłam jakieś półtora roku po podróży, ale było warto! :) Bo teraz można zasiadać do wspomnień:

Pierwszy dzień w Tokyo: pierwsza styczność z Yamanote Line i zakoch z miejsca – mogłabym nią jeździć non stop i słuchać jej dźwięków :) Mało kto mnie rozumie w tym względzie, ale Yamanote Line Sound Board ma na Facebooku 819 fanów, więc nie jestem całkiem sama :)
Tego dnia nie miałam konkretnego planu, pozwoliłam miastu się ponieść i dotarłam przypadkiem (!) do największego chramu w Tokyo – Meiji Jingu – zbudowanego dla uczczenia pamięci cesarza Meiji. Na zdjęciach oznaczenie Yamanote Line na peronie, pierwsze zobaczone przeze mnie ema, broszura o świątyni i mapa tokijskiego metra.
DSC06490

Znalazłam się też w parku Ueno, gdzie zobaczyłam upragnione sakury i hanami. Tylko kilka kwiatków mi się ostało, bo sporo było chętnych na taką pamiątkę z Japonii :)

DSC06492

Na ulicy w Shibuya zaczepił mnie fotograf, robiący zdjęcia ludziom, którzy kochają Tokyo i znalazłam potem swoje, z serduszkowym balonikiem, na jego stronie kilka miesięcy później, co zrobiło mi dzień, ba, nawet tydzień! :)

DSC06493

W Kamakurze uwiodła mnie świątynia Hasedera, o której pisałam już tutaj

DSC06496

… i ślub w świątyni Tsurugaoka Hachiman-gū – niebywałe przeżycie z zaskoczenia!

DSC06499Wspominam najpyszniejsze matcha-ciastko świata… Serio, nic mi tak w życiu nie smakowało! Na myśl o tym, że znowu je zjem, dostaję ekstazy :D
DSC06500

Moje pierwsze omikuji (w miarę pozytywne, więc zabrałam ze sobą) w świątyni Sensō-ji w dzielnicy Asakusa (Tokyo).

DSC06502

Pierwsze dango…, bez pojęcia czego się w ogóle spodziewać :)

DSC06506

Pierwszy ramen… oj trudne były początki tej miłości :)

DSC06513

I Kyoto! Z chłopcem grającym na gitarze nad rzeką Kamo

DSC06505… z maiko na ulicach…

DSC06508

… świątynie zen Daitoku-ji… (tym razem zdążę do Kōtō-in przed zamknięciem, postanowione!)

DSC06512

… i najpiękniejszy plakat filmowy, jaki kiedykolwiek widziałam.

DSC06515

I najważniejsza – Miyajima – moje miejsce na ziemi. Wisienka wisienek na torcie tortów. Marzyłam o niej od dziecka, nie wiedząc jeszcze nawet, gdzie i czym jest. W głębokiej podstawówce wykradłam ją tacie z kolekcji pocztówek, którą dostał od swojego taty z Japonii i mam tą kartkę do dziś <3 Jest dla mnie symbolem spełnionego marzenia. Przypomina, że warto marzyć, bo wszystko jest możliwe.

WP_20140924_001

DSC06516DSC06517DSC06518DSC06519DSC06520

270481_2168536653502_7232995_n

Nie dało się nie zakochać w Japonii! Trzeba wrócić!
…jeszcze tylko 35 dni!

Bento nr 69, czyli tofu dengaku

Jesień czuć już w powietrzu, czas zakończyć letnie lenistwo i wrócić do bento! Powrót wyszedł mi tak pysznie, że czuję energię do robienia kolejnych :) W dzisiejszym bento eksperymentalnie znalazło się tofu dengaku,czyli opiekane tofu z pastą miso – pychota!
A robi się je bardzo prosto: kroimy odsączone twarde tofu na 6 kawałków, opiekamy po kilka minut z obu stron, po czym nakładamy na wierzch pastę miso z żółtkiem jajka, odrobiną mirinu, bulionu dashi i cukru i całość jeszcze zapiekamy kilka minut i posypujemy sezamem (można posypać jeszcze nori, cebulką dymką). Dla wszystkich misolubnych – bomba! :)
Do tego makaron matchasoba z odrobiną glonów wakame i sosem sojowym. A na deser mus z awokado i mleka kokosowego z borówkami. Żyć nie umierać! :)
WP_20140824_007Dobrego tygodnia!

Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: