Album spełnionych marzeń

Przygotowując się do kolejnej podróży nie sposób nie wracać do poprzedniej. Sporo pamiątek wrosło w moje codzienne otoczenie, ale po album ze zdjęciami sięgam rzadko, choć to chyba najcenniejszy namacalny zbiór wspomnień. Nie jestem fanką gromadzenia zdjęć w formie elektronicznej, bo raz, że nie ufam współczesnym nośnikom, a dwa – papier to papier, z duszą. Do tego przecież album ze zdjęciami z Japonii musiał być wyjątkowy. Wybór ujęć do druku był drogą przez mękę, szukanie odpowiedniego albumu ciągnęło się miesiącami, a samo klejenie… prawie potrułam domowników oparami kleju w sprayu :) Całość skończyłam jakieś półtora roku po podróży, ale było warto! :) Bo teraz można zasiadać do wspomnień:

Pierwszy dzień w Tokyo: pierwsza styczność z Yamanote Line i zakoch z miejsca – mogłabym nią jeździć non stop i słuchać jej dźwięków :) Mało kto mnie rozumie w tym względzie, ale Yamanote Line Sound Board ma na Facebooku 819 fanów, więc nie jestem całkiem sama :)
Tego dnia nie miałam konkretnego planu, pozwoliłam miastu się ponieść i dotarłam przypadkiem (!) do największego chramu w Tokyo – Meiji Jingu – zbudowanego dla uczczenia pamięci cesarza Meiji. Na zdjęciach oznaczenie Yamanote Line na peronie, pierwsze zobaczone przeze mnie ema, broszura o świątyni i mapa tokijskiego metra.
DSC06490

Znalazłam się też w parku Ueno, gdzie zobaczyłam upragnione sakury i hanami. Tylko kilka kwiatków mi się ostało, bo sporo było chętnych na taką pamiątkę z Japonii :)

DSC06492

Na ulicy w Shibuya zaczepił mnie fotograf, robiący zdjęcia ludziom, którzy kochają Tokyo i znalazłam potem swoje, z serduszkowym balonikiem, na jego stronie kilka miesięcy później, co zrobiło mi dzień, ba, nawet tydzień! :)

DSC06493

W Kamakurze uwiodła mnie świątynia Hasedera, o której pisałam już tutaj

DSC06496

… i ślub w świątyni Tsurugaoka Hachiman-gū – niebywałe przeżycie z zaskoczenia!

DSC06499Wspominam najpyszniejsze matcha-ciastko świata… Serio, nic mi tak w życiu nie smakowało! Na myśl o tym, że znowu je zjem, dostaję ekstazy :D
DSC06500

Moje pierwsze omikuji (w miarę pozytywne, więc zabrałam ze sobą) w świątyni Sensō-ji w dzielnicy Asakusa (Tokyo).

DSC06502

Pierwsze dango…, bez pojęcia czego się w ogóle spodziewać :)

DSC06506

Pierwszy ramen… oj trudne były początki tej miłości :)

DSC06513

I Kyoto! Z chłopcem grającym na gitarze nad rzeką Kamo

DSC06505… z maiko na ulicach…

DSC06508

… świątynie zen Daitoku-ji… (tym razem zdążę do Kōtō-in przed zamknięciem, postanowione!)

DSC06512

… i najpiękniejszy plakat filmowy, jaki kiedykolwiek widziałam.

DSC06515

I najważniejsza – Miyajima – moje miejsce na ziemi. Wisienka wisienek na torcie tortów. Marzyłam o niej od dziecka, nie wiedząc jeszcze nawet, gdzie i czym jest. W głębokiej podstawówce wykradłam ją tacie z kolekcji pocztówek, którą dostał od swojego taty z Japonii i mam tą kartkę do dziś <3 Jest dla mnie symbolem spełnionego marzenia. Przypomina, że warto marzyć, bo wszystko jest możliwe.

WP_20140924_001

DSC06516DSC06517DSC06518DSC06519DSC06520

270481_2168536653502_7232995_n

Nie dało się nie zakochać w Japonii! Trzeba wrócić!
…jeszcze tylko 35 dni!

Reklamy

Bentō z liskiem Inari :) (036)

Zapragnęłam liska w bentō – zrobiłam liska :) Inspirację oczywiście stanowiła tabliczka ema ze świątyni Fushimi Inari niedaleko Kyoto. Jak już kiedyś pisałam, nie zostawiłam mojego liska w świątyni, tylko wrócił ze mną do Polski i cieszy moje oczy niezmiennie!
DSC_0085Lisek w bentō to nic innego jak trójkątne onigiri z uszkami z marchewki i oczkami z nori :) Oprócz liska w dzisiejszym pudełku futomaki i hosomaki w ilości, obawiam się, nie do przejedzenia :) Konfiguracje przeróżne ze składników: łosoś gotowany na parze, surimi podsmażone minutkę z czosnkiem, awokado, kanpyō, tamagoyaki, marchewka, sałata, szczypiorek i majonez japoński i czarny sezam. Na deser jeszcze matcha czekolada z Marumoto i jagódki goji.

DSC_0131Lisy zenko są wysłannikami bóstwa Inari i bardzo wiele ich wizerunków spotkamy w każdej świątyni poświęconej temu bóstwu. Są urocze.

DSC01766Krz też dostał dziś pudełko, mniejsze i bez liska, ale za to z serduszkiem :)

DSC_0137Dobrego dnia! Dobrego weekendu!

Dango & bento nr 16

Eksperymentów kulinarnych ciąg dalszy :) Tym razem padło na dango (団子), czyli japońskie kuleczki z mąki ryżowej. Jadłam je w Japonii tylko raz, ale zachwyciły mnie na tyle, by spróbować odtworzyć ten smak w polskim domowym zaciszu. I od razu mówię, że moje nie będą wyglądały tak pięknie jak na tym zdjęciu :)

colage_dango_kyotoZacznijmy od tego, że w sieci są dwa rodzaje przepisów: jeden z mąką ryżową i wodą, drugi z miękkim tofu zamiast wody. Nie sposób było dojść, który z nich jest prawidłowy, ale na pierwszy ogień wzięłam ten z tofu i teraz już wiem, że to chyba nie to :) Korzystałam z tego przepisu, wydał mi się najbardziej sensowny, jednak moje dango wyszły trochę twardawe :/ Być może zbyt długo gotowałam, ale o ile białe kulki wypłynęły podczas gotowania, zielonym szło to bardzo opornie… Do tego od razu przykleiły się do dna, przez co nieco utraciły na kształcie. Na pewno wypróbuję jeszcze opcję bez tofu :)

Niewątpliwym faworytem mojego eksperymentu okazał się sosik mitarashi, na który przepis zaczerpnęłam stąd (pojawia się w 29 sekundzie) – bardzo smakowy, będę wykorzystywać przy innych okazjach :)

colage_dango_mineSkoro już powstało dango, nie mogło zabraknąć kulek w moim dzisiejszym bento :) Mamy więc kulkę białą i zieloną, a do tego kawałki tofu i borówki – całość oblana sosikiem mitarashi. W części „słonej” dziś kawałki kukurydzy, chlebka domowego wypieku Krz i ugotowane żółtko w pandowym pojemniczku (dłuuuga historia :D). Pychota! :)

bento_japanesechochlyn_016

Nad rzeką Kamo

Tak się składa, że bardzo lubię miejskie rzeki i zawsze chętnie spaceruję ich brzegami. W Europie moją faworytką od kilku lat jest rzeka Maas w zimowej aurze Rotterdamu, w Japonii (póki co) – Kamo-gawa :)

Rzeka Kamo swoje źródło ma w Kumogahata na północy, przepływa przez Kyoto na południe i łączy się z rzeką Takano. Japoński zapis nazwy rzeki to 鴨川, gdzie 鴨 (kamo) oznacza dziką kaczkę, a 川 (kawa, tu: udźwięcznione gawa) oznacza rzekę. Kamo-gawa jest uznawana za ucieleśnienie ducha Kyoto.

Podobno jest jedną z nielicznych japońskich miejskich rzek, których brzegi nie są zupełnie zatopione w betonie. Poziom wody jest zwykle niski, w większości miejsc rzeka ma mniej niż 1 metr głębokości, chociaż w porze deszczowej najniżej położone ścieżki spacerowe bywają zalewane. Nabrzeże Kamo jest częstym miejscem spotkań i spacerów mieszkańców i turystów. Zwłaszcza studenci Uniwersytetu w Kyoto uprawiają tam sporty, ćwiczą grę na instrumentach (co udało mi się uchwycić) lub po prostu się relaksują. W czasie kwitnienia wiśni rzeka jest oczywiście szczególnie urokliwa.

A tu kilka zdjęć z moich spacerów. Ach, wrócić tam…

DSC01431DSC01430DSC01424DSC01667DSC01664DSC01665 DSC01432DSC01498DSC01426DSC01502DSC01699DSC01701

Trochę historii i o innych możliwościach zapisu nazwy rzeki i ich znaczeniu tutaj.

Przy okazji znalazłam informację o filmie dokumentalnym „Kamo River” Erica Richera, który przez rok filmował rzekę i Japończyków spędzających czas na jej brzegach, chcąc przez to uchwycić „prawdziwego japońskiego ducha”.

„Be side by side with the people of Kyôto in Kamo River, a film between essay and documentary. Sharing this common space, just be captivated by the passers by, the meetings, the laughs and the silences. An original point of view, overwhelming you in the blue of the Kamo river, in the reflecting sky and in the innermost part of yourself.” 

Jak dla mnie zachęcająco, niestety nigdzie nie udało mi się tego filmu znaleźć i prawdopodobnie pozostanie on na mojej liście filmów „do obejrzenia” po wsze czasy :( Jeśli ktoś odnajdzie, proszę o cynk :)

Więcej informacji o filmie tutajtutaj.

Hanami dobiega końca

Jak się okazuje marny ze mnie bloger :D Czas płynie jak szalony! Spojrzałam na datę i uświadomiłam sobie, że hanami w Japonii w tym roku już na finiszu! :O Pomyśleć, że rok temu osobiście podziwiałam kwiaty w parku Ueno! Chyba nie ma Japończyka, który by zignorował kwitnące wiśnie. Hanami (花見) to dosłownie „oglądanie kwiatów”, tradycja jest wielowiekowa. Sezon kwitnienia rozpoczyna wyspa Okinawa, a kończy wysunięta najbardziej na północ Hokkaido. Kiedy przez kolejne miasta przelewa się fala kwiatów, Japończycy tłumnie (bardzo! patrz: filmik poniżej) przybywają do parków, gdzie wiśniowe drzewka należy liczyć w setkach i ucztują pod „parasolami” kwiatów od rana do późnych godzin nocnych. Spożywają wtedy tradycyjne potrawy (np. kulki ryżowe dango), pije się piwo i sake. Co krok ktoś robi zdjęcia drzew czy pojedynczych kwiatów. Jak dla mnie fenomenem jest co roku ogłaszana prognoza kwitnienia. Kolejne fazy rozkwitu relacjonowane są skrupulatnie przez media. Cała Japonia przez prawie miesiąc żyje hanami! Kwiat wiśni jest jest ważnym symbolem w życiu Japończyków, jest metaforą ulotnej natury życia, co było szczególnie znamienne podczas zeszłorocznego hanami, które rozpoczęło się krótko po tsunami.

I kilka moich zdjęć :)

Każdy robi zdjęcia wiśni!

Park Ueno, Tokyo

Niezapomniany widok, do dziś nie pojmuję jak to nagle przede mną wyrosło :)

W Kyoto sporo „zwykłych” kobiet chodzi w tradycyjnych strojach, zwłaszcza na hanami warto się w nie ubrać.

Padający śnieg tysięcy sakurowych płatków, to trzeba przeżyć!

Koleżanki na spacerze, zdjęcia z wiśniami obowiązkowe.

W Japonii jest ponad 100 gatunków wiśni… kiedyś to przestudiuję .)

Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: