Totoro w Londynie!

Tam nas jeszcze nie było, więc wybraliśmy się na wydłużony jesienny weekend :) Londyn nigdy nie był wysoko na naszej liście „must see”, a zaskoczył nas bardzo pozytywnie i szybko zajął miejsce w czołówce ulubionych europejskich miast.
Totoro LondynSpędziliśmy cztery bardzo intensywne dni, ale Totoro nie marudził nawet prze moment! Chciał zobaczyć wszystko i wpychał się w każdy kadr! Zaczęliśmy od Tower Bridge i spaceru wzdłuż Tamizy (bo rzeki mamy w ulubionych). Zwiedziliśmy Tate Modern.
Totoro Londyn, Tate ModernZdjęcie z Marylin obowiązkowe.
Totoro Londyn, Tate ModernPrzy Big Benie (choć tłumy szybko nas stamtąd przegoniły).
Totoro, Londyn, Big BenNie udało nam się wejść do Westminster Abbey :(
Totoro, LondynW drodze do Buckingham Palace, w St. James Park spotkaliśmy sympatyczną kaczuchę – Totoro trochę się strachał, ale ostatecznie zapozował, na zdjęciu widać jak wstrzymuje oddech :D
Totoro, Londyn, kaczkaPodobno jak flaga powiewa, królowa jest w pałacu, ale nie wyszła na spotkanie z Totoro…
Totoro, Buckingham Palace… co zaskutkowało małym fochem, zwłaszcza, że w brzuchu już było pustawo, a głodny Totoro, to sfochowany Totoro. Z pomocą przybył zestaw fish&chips i królową mieliśmy już w nosie ;)
Totoro, LondynPotem zachwyciło nas Piccadilly Circus…Totoro, Londyn Piccadilly…zwłaszcza, że znajduje się tam Japan Centre, w którym każda japonolubna istota znajdzie coś dla siebie :) My wyszliśmy stamtąd oczywiście z onigiri i matcha latte, a także ze śliwkową sobą, matcha galaretką i bardzo dziwnymi matcha cukierkami :)
Japan Centre, LondynSpodobała nam się też Oxford Street, zwłaszcza z powodu obecności sklepów Muji i Uniqlo <3. Oj, było wydawane… :)
Londyn, Oxford Street…i nie wiedzieć czemu, dla Totoro metro to zawsze atrakcja :)
Totoro, UndergroundDrugiego dnia zwiedziliśmy Museum of London, żeby dowiedzieć się nieco o miejscu, do którego przyjechaliśmy.
Totoro, Museum of LondonAle cenniejsze dla nas miejsce znajdowało się kilkadziesiąt metrów od muzeum – Postman’s Park – niepozorny, mały, ale związany z jednym z naszych ulubionych filmów – „Closer”. W parku upamiętnieni są Londyńczycy, którzy zmarli bohaterską śmiercią, ratując innych. Imię i nazwisko jednej z takich bohaterek przyjęła postać grana w filmie przez Natalie Portman i Totoro z tą tablicą zdjęcie oczywiście ma :)
Totoro, London, Postman's Park, CloserTego dnia sporo czasu spędziliśmy na Camden, gdzie nie mogło zabraknąć fotki z Amy Winehouse – Totoro jak zwykle wkomponował się idealnie :)
Totoro, Amy WinehouseWieczorem pojechaliśmy zobaczyć most Alberta, bo mamy słabość do mostów i ten okazał się przepiękny! Oczarował nas!
Totoro, LondynKolejnego dnia rozpłynęliśmy się na Notting Hill i ulicy Portobello.
IMG_0363Zwłaszcza, że spotkaliśmy kumpli ;)
IMG_0372Odwiedziliśmy też Greenwich, do którego ostatnią prostą pokonaliśmy starym tunelem pod Tamizą. Napięcie było odczuwalne :)
IMG_0392Południk zero i współrzędne Tokyo <3
Totoro GreenwichW Greenwich niespodzianie odkryliśmy, że Totoro jest szeroki na 6 cali, co wziął za namacalny dowód na to, że przecież nie jest gruby! :D
IMG_0428W związku z czym posilił się bez żadnych już wyrzutów sumienia tym, co kocha najbardziej, czyli zielonym daifukumochi (które btw można w Londynie kupić niemalże na każdym kroku – skandal, że w Polsce wciąż nie!)
IMG_0410Wieczorem zajrzeliśmy jeszcze do Chinatown.
IMG_0472A nieopodal odkryliśmy odciśnięte dłonie Judi Dench :)
IMG_0479Okazało się to jednak niczym w porównaniu z zobaczeniem na żywo Kate Winslet i Michaela Fassbendera podczas londyńskiej premiery „Steva Jobsa” na Leicester Square, gdzie przypadkiem się znaleźliśmy. Nie było niestety możliwości na zrobienie wspólnego zdjęcia, ale… co się odwlecze, to nie uciecze ;)
Londynie, kochamy, wrócimy!
IMG_0222

Reklamy

Totoro we Francji!

Totoro i wieża Eiffel'aPrzyszedł i czas na Paryż! Kilkudniowa magia i wyścig z czasem, żeby zobaczyć jak najwięcej. Totoro mimo swej ospałej natury wyjątkowo porzucił focha, dzielnie dotrzymywał kroku i wciskał się niemal w każdy kadr. A jako że od lat jest fanem filmowej Nowej fali zażyczył sobie, aby z tej podróży wszystkie zdjęcia były czarno-białe :)
Zaczęło się od okupacji „pępka Francji”, z którego mierzy się wszystkie odległości w tym kraju.
DSC_0037Katedra Notre Dame w wydaniu dużym…
Totoro i Notre Dame… i małym :)
Totoro i Notre DameZachwyciły go piramidy Luwru… bo innych wcześniej nie widział!
Totoro i LuwrChęć zapozowania pod odwróconą piramidą była silniejsza od dobrych manier (Totoro wciśnie się wszędzie), rzeczywiście pasuje tam idealnie :)
Totoro i LuwrW Wersalu zapragnął zdjęcia z samym Napoleonem…
Totoro i Napoleon… prawie się rzucił na łoże Marii Antoniny…
Totoro w Wersalu… o dziwo nieszczególnie zachwycił się Galerią Zwierciadlaną…
Totoro w Wersalu… za to w ogrodach odnalazł swoje miejsce i zakomunikował, że zostaje.
Totoro w WersaluNa szczęście dał się przekupić macaronami…
Totoro i macarons… i wieczornym spacerem po Montmartrze :)
Totoro na MontmartreTotoro na MontmarteA następnego dnia czekała przecież upragniona wieża Eiffel’a! Okazało się, że Totoro ma delikatny lęk wysokości, stąd nieco zdenerwowana mina, bo namówiłam go, żeby stanął na szklanej podłodze…
Totoro na wieży Eiffel'a… ale widok na Sacré-Cœur go zachwycił i uspokoił :)
Totoro na wieży Eiffel'aTotoro bardzo lubi jeździć metrem :)
Totoro w metrze, ParyżJak wiemy lubi też pociągi (zobacz: Totoro w Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku), więc nic dziwnego, że zachwycił go budynek Muzeum Orsay, który kiedyś pełnił rolę dworca kolejowego – przepiękny!
Totoro w Muzeum Orsay, ParyżNie mogło zabraknąć selfie z samym Van Goghiem :)
Totoro i Van GoghW bardzo krótkich chwilach wytchnienia przysiadaliśmy na kawę (wyjątkowo nie zieloną herbatę, bo przecież w kawiarni w Paryżu kawa to mus)…
Totoro w Paryżu… albo na lokalny smakołyk w postaci naleśników z mąki gryczanej – koniecznie do powtarzania w domu!
Totoro w ParyżuPodczas jednej z Totorowych konsumpcji ja wyrwałam się na kilka chwil na „japońską” ulicę Paryża.
Rue Sainte-Anne - japońska ulica w ParyżuJest na niej kilkanaście japońskich restauracji, gdzie można zjeść ramen, takoyaki, okonomiyaki, są też zestawy bento :)
Rue Sainte-Anne - ulica japońska w ParyżuRue Sainte-Anne - ulica japońska w ParyżuRue Sainte-Anne - ulica japońska w ParyżuJest też japońska księgarnia i kilka całkiem dobrze zaopatrzonych sklepów spożywczych…
Rue Sainte-Anne - ulica japońska w Paryżu… i takich z tradycyjnymi wyrobami japońskimi.
Rue Sainte-AnneRue Sainte-Anne - ulicja japońska w ParyżuNiestety nic tam dla siebie ciekawego nie znalazłam. Po latach polowania na japońskie „gadżety” w różnych miejscach dochodzi się niestety do wniosku, że wszędzie jest to samo… Nie wszędzie jednak jest Uniqlo! I tak wróciłam z Paryża z nieplanowaną kurtką, ponieważ w Uniqlo doznaję braku opamiętania :)
Uniqlo ParisPoza Paryżem wywiało nas jeszcze do Normandii, na Mont Saint-Michel – przepiękne miejsce ze średniowiecznym klasztorem na wzgórzu.
Totoro na Mont Saint-MichelWidoki w stronę Morza Północnego zapierały dech w piersiach!
Totoro na Mont Saint-MichelSporo było tu turystycznych motywów japońskich :)

Mont Saint-Michel

Oprócz Hello Kitty spotkaliśmy też Japończyków, przy których Totoro poczuł się przez chwilę jak celebryta, bo wszyscy wykrzykiwali jego imię i nie szczędzili „kawaii” :)
Totoro i Hello KittyPo tej chwili sławy trzeba było ochłonąć przy szklance lokalnego cydru i świeżych mulach – rozkosz!

Totoro - Mont Saint-MichelNa zakończenie francuskich przygód czekał nas wieczorny rejs po Sekwanie. Na zdjęciu Totoro na tle Pont des Arts (jeszcze z kłódkami, podobno dwa dni po naszym wyjeździe je ściągnięto…Totoro Pont des ArtsI wieża zamigotała dla Totoro na pożegnanie ;)

Totoro wieża Eiffel'a
Paryżu, wrócimy! :)

Totoro w Pradze!

Poprzedni weekend spędziliśmy z Totoro w Pradze! Dość niespodzianie, ale mimo, że chorzy wszyscy, najpiękniej! :)
DSC06557To była nasza (moja i Totoro) pierwsza wizyta w tym mieście, więc na pierwszy ogień poszły standardy. Rynek Staromiejski:

DSC06537Zachwycająca, prawdziwa choinka!

DSC06538Totoro na widok straganów z pieczonymi kasztanami dostał spazmów i trzeba było kupić…

DSC06541 DSC06542I przypomniały mu się nasze rzymskie wakacje i kasztany na Piazza Navona… Przypomniało mu się także, że tam było ciepło i Pragę wolał już później przemierzać schowany w suchym wnętrzu mojej torby. Łaskawie wystawił łebek jeszcze przy Moście Karola…

DSC06544… namówiłam go na zdjęcie z Franzem Kafką ;)

DSC06549i wyjątkowo zapalił się do zdjęcia przy rzeźbie Davida Černego In Utero (choć w naszej pamięci pozostanie jako „praska matka rodząca”) z dedykacją dla rodzącej właśnie w Polsce naszej drogiej Z. :)
DSC06550Później zwiedził jeszcze z nami Muzeum Maszyn Erotycznych, gdzie załapaliśmy się nawet na drobny japonizm – laski z erotycznymi rzeźbieniami umożliwiające oddanie moczu bez konieczności zdejmowania niezliczonych warstw ubrania :)

DSC06551Ale prawdziwy raj czekał na nas w Japa Shop, czyli sklepie z japońską żywnością i nie tylko :)

DSC06534Oczywiście nie wyszliśmy z niego z pustymi rękami… Wreszcie zaopatrzyłam się w miseczki do miso :)

DSC06559A do tego miniaturowe wina śliwkowe, senbei z czarnego sezamu, najlepsze mleczne matcha cukierki jakie jadłam do tej pory (!) i dostały mi się hashioki w kształcie dango <3

DSC06558

Do Pragi wrócimy wiosną :)

Totoro w Rzymie i Mercatino Giapponese

W ostatni weekend pokusiliśmy się z Totoro na małe rzymskie wakacje :) Dla mnie to był już piąty raz w Wiecznym Mieście, dla Totoro pierwszy, tak czy siak zachwytom nas obojga nie było końca! :) To miasto magiczne.

Zaczęliśmy zwiedzanie od Piazza di Spagna i aż tak ogromnej ilości ludzi się nie spodziewaliśmy!

Podobnie było przy Fontanie di Trevi… ale Totoro nie dawał za wygraną, przeciskał się pomiędzy ludźmi,
aby zapozować do upragnionego zdjęcia:

Zerknęliśmy też do Pantheonu:

i na Piazza Navona, żeby zobaczyć jedną z piękniejszych Fontannę Czterech Rzek:

DSC06397ale to nie fontanna wzbudziła zainteresowanie Totoro, tylko pieczone kasztany :) zajadaliśmy się oboje!

Następnie maluch uparł się, by zobaczyć Campo de’ Fiori. Mówiłam, że to gwarantowane rozczarowanie, ale musiał przekonać się na własne oczy…

Na osłodę zabrałam go do mojej ulubionej fontanny żółwi (Fontana delle Tartarughe) na Piazza Mattei – jest niewielka, urocza i wiąże się z nią legenda miejska.

Stamtąd było już niedaleko na Kapitol, gdzie obowiązkowa była fotografia z podobizną wilczycy kapitolińskiej :)

I wreszcie Forum Romanum i Colosseo!

Następnego dnia udaliśmy się na Mercatino Giapponese – zorganizowane na jeden dzień targowisko japonizujących bardziej niż japońskich, jak się okazało, różności.

1925345_10152102887373183_714835548_nSporo było tam rzeczy związanych z mangą, anime, cosplay, co nie do końca znajduje się w kręgu moich zainteresowań, było też trochę rękodzieła, kokeshi i bardzo niewielka oferta artykułów związanych z bento (szkoda!).

DSC06424???????????????????????????????Można było jednak zjeść np. całkiem smaczne takoyaki.

Na całym targowisku odnalazłam jedno szczególnie interesujące stanowisko z „Totorową” ceramiką!
Cudowności!

Długo nie mogłam się zdecydować, ale w końcu wybór padł na kubek:
<3

Totoro kręcił nosem, bo nie lubi konkurencji ;) ale ostatecznie oboje zadowoleni udaliśmy się nad morze! Komunikacja miejska niezbyt nam sprzyjała i kiedy dojechaliśmy na miejsce, było już trochę chłodno, ale za to załapaliśmy się na przepiękny zachód słońca! Totoro szalał z radości, bo zdecydowanie lepiej mu kiedy jest bliżej natury niż w zatłoczonym metrze :)

Ostatniego dnia nie mieliśmy już za bardzo czasu na zwiedzanie, ale dotarliśmy do parku akweduktów, które naprawdę robią wrażenie i znaleźliśmy kwitnącą śliwę – Totoro poczuł się jak w domu :)

Rzymie, wrócimy! :)

Muzeum Sztuk Azji Wschodniej im. Ferenca Hoppa w Budapeszcie

DSC_0100Ostatnim japonizującym miejscem, jakie odwiedziliśmy w Budapeszcie, było Muzeum Sztuk Azji Wschodniej im. Ferenca Hoppa. Miejsce to powstało w 1919 roku, ufundowane przez Ferenca Hoppa tuż przed jego śmiercią, w należącej do niego willi, przy jednej z najważniejszych i najpiękniejszych ulic Budapesztu – Andrássy út. Hopp był zapalonym podróżnikiem, kolekcjonerem i mecenasem sztuki. Japonię odwiedził trzykrotnie, odbył także liczne podróże do Afryki, na Bliski Wschód i do obu Ameryk. Muzeum rozpoczęło działalność ze zbiorem 4000 przedmiotów, które Hopp podarował skarbowi państwa. Dziś zbiory liczą ponad 23.000 obiektów związanych ze sztuką chińską, japońską, indyjską, wschodnio-południowej Azji, nepalską, tybetańską, mongolską i koreańską. Obecnie w willi Ferenca Hoppa prezentowane są głównie wystawy czasowe, natomiast ekspozycje stałe znajdują się kilka przecznic dalej willi György Rátha.*

Do muzeum poszliśmy trochę na „chybił trafił”, bo w Internecie, podobnie jak w przypadku ogrodu japońskiego, na ten temat znaleźliśmy niewiele, ale na miejscu okazało się, że trafiliśmy świetnie, ponieważ właśnie trwała czasowa wystawa „Szamurájok és gésák”, czyli samuraje i gejsze. Można było obejrzeć tradycyjne stroje wraz z ozdobami i trochę broni, a także współczesną biżuterię węgierską inspirowaną tą japońską. Połączenie moim zdaniem trochę nietrafione, bo wystawa była w całości niewielka i odniosłam wrażenie, że części współczesnej przypadła rola „zapchajdziury”, ale może entuzjastów biżuterii coś zachwyci, ja do nich nie należę.

Wystawa obejmuje cztery sale:
Pierwsza poświęcona jest kulturze samurajów, gdzie pokazano zbroję i różne rodzaje broni, a także szczegóły uzbrojenia, takie jak tsuba, czyli element miecza ochraniający rękę.
DSC_0132-horzDSC_0145-horz2DSC_0140-horz3Druga sala gromadzi męskie akcesoria takie jak inrō, czyli tradycyjne kilkupoziomowe pudełka/sakiewki mocowane do pasa obi, służące do przechowywania drobnych przedmiotów, np. akcesoriów do palenia, lekarstw, pieczęci, tuszu itp.

DSC_0215-vertTu także owoce inspiracji Japonią współczesnych twórców biżuterii.
DSC_0152Zachwyciło mnie kilka pięknych suzuribako (szkatułka na przybory do kaligrafii).
_suzuribako
Trzecia sala skupia się na kostiumach kobiecych i dodatkach. I tak mamy trzy kimona, w tym jedno ślubne wraz z akcesoriami, a do tego kolekcja grzebieni i spinek do włosów.
DSC_0187-horz_suk DSC_0199-horz_2 DSC_0201-vert_3
W czwartej natomiast możemy zobaczyć świat dziecięcych zabawek, najsłabszą moim zdaniem część wystawy.
DSC_0127-vert+dz2 _dz
Willa, w której mieści się muzeum jest niewielka, a sama wystawa mieści się na jednym piętrze, więc zwiedzanie trwa raczej krótko i ogólnie zachwytów nie budzi. Niemniej jednak przy okazji, dla ciekawych – polecam. Wystawa trwa do 3 listopada, a bilet wstępu (normalny) kosztuje 1000 HUF (około 15 zł), dodatkowo pobierana jest opłata 500 HUF za możliwość robienia zdjęć.

* Na podstawie http://www.budapeszt.infinity.waw.pl/
Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: