Humphrey Bogart w Tokyo? (Tokyo Joe)

539889.1020.aCzy Humphrey Bogart był kiedykolwiek w Tokyo? Na to pytanie, choć szukałam zawzięcie, nie udało mi się znaleźć odpowiedzi. Pewne jest natomiast, że nie był w Tokyo podczas kręcenia filmu „Tokyo Joe”, w którym zagrał główną rolę :) Był to pierwszy amerykański film kręcony w powojennej Japonii, jednak pozwolono tylko na sfilmowanie zewnętrznych planów z udziałem dublera, podczas gdy Bogart i inni grali w studiu w Los Angeles. Film powstał w 1949 roku i wyreżyserował go Stuart Heisler.

Joe Barett (Bogart) wraca po siedmiu latach do Tokyo, w którym mieszkał przed wojną, by sprawdzić, czy jego bar jeszcze istnieje. Okazuje się, że tak i zastaje w nim swojego japońskiego przyjaciela Ito (Teru Shimada, fanom przygód Jamesa Bonda znany jako pan Osato w „You only live twice”). Od niego Joe dowiaduje się, że jego żona przeżyła wojnę. Kiedy ją odwiedza, doznaje szoku, ponieważ Trina wyszła ponownie za mąż. Problemem jest to, że Barett ma tylko czasowe pozwolenie na pobyt w Japonii. By zostać na dłużej i uporządkować swoje życie osobiste zmuszony jest wdać się w układ z bossem japońskiego półświatka, baronem Kimura (w tej roli znany z „Mostu na rzece Kwai” Sessue Hayakawa), co pociągnie za sobą ważkie dla fabuły konsekwencje.

Scenariusz przywodzi na myśl historię z „Casablanki” – bohater Bogarta jest w egzotycznym kraju, prowadził bar, próbuje odzyskać ukochaną… To trochę jak nieudana kalka, a do tego film jakby został zrealizowany niedbale. Krytycy uznają go za jeden z „tych gorszych” w dorobku ikony kina. Mimo, że firma producencka Bogarta (Santana) koprodukowała film z Columbia Pictures, podobno on sam nazwał go gniotem. Ja nie byłabym aż tak surowa, ale pewnie wynika to z mojej słabości do samego aktora.

Obraz ten był na czasie, ponieważ amerykańska opinia publiczna żywo interesowała się okupacją Japonii. Kraj Kwitnącej Wiśni pokazany jest jednak w filmie skąpo, to w zasadzie tylko góra Fuji i kilka planów ulic Tokyo w początkowych scenach. Gdyby film zrealizowano kilka lat później i obsada mogłaby grać w japońskim plenerze, byłby zapewne ciekawszy. A tak widzimy plecy jakiegoś faceta w płaszczu i kapeluszu, który udaje Bogarta…

TokyoJoetokyo joeW kontekście amerykańsko-japońskim świetne są natomiast sceny między przyjaciółmi Joe i Ito. Japończyk nie kryje wstydu za atak Japonii na Pearl Harbor, jednak Joe w dalszym ciągu uważa go za przyjaciela i mówi „przecież to nie ty to wszystko zaplanowałeś” – traktuje go jak równego sobie, co w tym czasie było dość niezwykłe. Na uwagę zasługuje scena walki judo między nimi, a zwłaszcza widoczna twarz dublera Bogarta w niejednym ujęciu :)

Dla żądnych mariażu Japonii i Ameryki w powojennym kinie dużo ciekawszy będzie nieco późniejszy, recenzowany już przeze mnie (tutaj) film „Sayonara” z Marlonem Brando, ale fani Bogarta i tak pewnie będą zadowoleni. Ja do nich należę i zawsze miło ogląda mi się jego niejednoznacznego, cynicznego, uwodzicielskiego bohatera. Filmowi „Tokyo Joe” daleko jednak do moich faworytów: „Dark Passage”, „In a Lonely Place” czy „The Big Sleep”.

Reklamy

Japońskie inspiracje Eisensteina

Sadanji_Ichikawa_II_and_Sergei_Eisenstein

Z japońskim aktorem Kabuki Sadanji Ichikawa II, Moskwa 1928 r. (źródło: Wikipedia)

Co sowiecki reżyser robi na blogu o Japonii? :) Okazuje się, że Siergiej Eisenstein w swoich teoriach filmu czerpał inspiracje z japońskiej sztuki. Uczył się języka japońskiego, chciał nawet podjąć studia w tym kierunku, jednak los rzucił go najpierw w stronę teatru, a później kina.

Wydarzeniem, które odnowiło jego zainteresowanie Japonią była wizyta teatru Kabuki w Moskwie latem 1928 roku. Niemal codziennie rozmawiał z aktorami grupy Sadanji i z Shiro Kido, który im towarzyszył. Później Kido miał mówić, jak zaskakująca była wnikliwość Eisensteina, który nie postrzegał Kabuki jako sztuki egzotycznej, ale potrafił wychwycić jej sedno w pierwszym spojrzeniu. Widział w niej jednorodną całość – język, kostiumy, ruch aktorów i muzykę połączone w jedno. Te doznania odcisnęły się później w twórczości Eisensteina.

Reżyser dążył do tego, by kinematografia mogła wznieść się na poziom intelektualnego dyskursu i tworzyć przekaz oparty na abstrakcyjnych pojęciach. Dostrzegał takie możliwości w odpowiednio zrealizowanym montażu. Tu powróciła inspiracja językiem japońskim. Znał około 300 znaków, zafascynowały go na tyle, że postanowił poznać ich genezę. Szczególnie studiował znaki „kaii moji” (więcej o rodzajach kanji tutaj), w których połączenie różnych elementów daje znak o osobnym znaczeniu, np.
„usta” 口 + „pies” 犬= „szczekanie” 吠る
„kobieta” 女 + „dziecko” 子 = „lubić” 好く
W artykule „Poza kadrem” (1929) stwierdził, że działają one jak zestawienie montażowe: dwa obrazki o konkretnym, odmiennym od siebie znaczeniu dają obraz pojęcia ogólnego. Ponadto zauważył, że źródłem montażowego zestawienia może być konflikt – w swoich pierwotnych znaczeniach kadry mogą nie mieć ze sobą nic wspólnego. Dopiero ich połączenie uruchomi w widzu proces skojarzenia. Uwolni to film od prostego realizmu.*

Eisenstein uważał japoński za wyjątkowo trudny język, nie tylko ze względu na brak podobieństwa do języków europejskich, ale też dlatego, że japoński sposób myślenia jest całkowicie odmienny, co ma odzwierciedlenie w strukturze zdania.

Siergiej Michajłowicz Eisenstein – rosyjski reżyser, scenarzysta, montażysta, operator filmowy, scenograf filmowy i teatralny oraz teoretyk filmu. Twórca takich filmów jak: Strajk, Pancernik Potiomkin, Październik, Iwan Groźny

eisensteinWięcej informacji w artykułach:

The Japanese Literary and Theatrical Tradition in Eisenstein’s Theory of Montage and his Films

Eisenstein: ‘Intellectual Montage’,  Poststructuralism, and Ideology 

* na podstawie: Kino nieme. Historia kina, tom 1, Red.: Tadeusz Lubelski, Iwona Sowińska, Rafał Syska

Twarz innego (他人の顔 Tanin no kao)

faceofanotherposterJestem uzależniona od oglądania filmów, zwłaszcza starych, więc wciąż buszuję po IMDB i wyszukuję co ciekawsze kąski. Z kinem japońskim o dziwo mam pewien problem i niechętnie się za nie zabieram. Może dlatego, że chciałabym wszystko rozumieć, a nie rozumiem :), a czytanie najczęściej angielskich napisów i jednoczesne wschłuchiwanie się w japoński kończy się zwykle lekkim bólem głowy. Kiedy tylko jednak czuję się na siłach, sięgam po wyczekane smaczki japońskiej kinematografii. Tym razem padło na „Twarz innego” w reżyserii Hiroshi Teshigahara na podstawie powieści Abe Kōbō. To jeden z czterech filmów zrobionych wspólnie przez obu panów.

Głównym bohaterem jest pan Okuyama, który dotknięty oszpeceniem twarzy, staje się oschły, wycofany i uważa się za potwora, który budzi obrzydzenie we własnej żonie. Cały czas ukrywa blizny pod bandażami. Jego sytuacja diametralnie się zmienia, gdy nakłada na twarz maskę wykonaną w ramach eksperymentu przez doktora Hira. Maska dopasowuje się naturalnie do twarzy i tylko wprawione oko dostrzeże jej sztuczność. Okuyama dzięki nowemu wyglądowi jest zupełnie odmieniony i wpada na pomysł, że uwiedzie swoją żonę… Fabuła intrygująca.

Film zrobił na mnie dobre wrażenie, ale spodziewałam się czegoś lepszego. Wysokie noty na portalach filmowych niestety windują oczekiwania. Ciekawa była wizja doktora Hira o masowej produkcji masek, możliwości zmiany twarzy w każdej chwili, stania się kimś innym i anonimowym. Trochę przerażające. Obraz ten daje pole do pewnych refleksji na temat społeczeństwa, jednak na dzień dzisiejszy nie ma w tym nic odkrywczego. Szczerze mówiąc po seansie nie została we mnie chęć do dalszych przemyśleń, czy analiz, film mnie nie poruszył, a to ważny dla mnie aspekt brany pod uwagę przy ocenie. To, co zapadnie mi w pamięć to na pewno zdjęcia – piękne, czarno-białe, wyszukane kadry autorstwa Hiroshi Segawa.

FACE021

vlcsnap-2010-06-18-14h42m26s65

tumblr_mgy7gcSKTD1raezz2o1_500

PDVD_028

Na Youtubie jest cały film, ale niestety bez żadnych napisów.

Brando w Japonii po raz drugi – „Sayonara”

Po obejrzeniu „Herbaciarni Pod Księżycem” nie sposób było nie sięgnąć po kolejną „japonizującą” pozycję z udziałem Marlona Brando. Film „Sayonara” powstał rok później, w 1957 roku i tym razem Brando gra już Amerykanina :)

ad-1957-sayonara-brandoObraz opowiada historię pilota, majora Lloyda Gruvera (Brando), który po sukcesach odniesionych w Korei, zostaje wysłany na przepustkę do Kobe, w Japonii. Tam czeka na niego przyszły teść (a zarazem przełożony w wojsku) z żoną i narzeczona. Bohater Brando nie do końca cieszy się z niespodzianki, ma wątpliwości co do snutych wokół niego planów na jego życie i stopniowo odsuwa się od swojej wybranki. Na drugim planie rysuje się wątek wojskowego Joe Kelly, który służył z majorem w Korei i przylatuje do Kobe, aby poślubić ukochaną Japonkę.

Gruver początkowo nie pochwala planów kolegi, podziela stanowisko armii, aby nie bratać się, a tym bardziej zakładać rodziny z podbitymi w wojnie Japończykami. Chcąc jednak oddać koleżeńską przysługę zostaje świadkiem na jego ślubie i stopniowo jego światopogląd ulega zmianie. Dzieje się tak zwłaszcza za sprawą pięknej Japonki Hana-Ogi, gwiazdy lokalnego teatru, w której się zakochuje i jest zdeterminowany by ją zdobyć.

Film jest ciekawy, ponieważ w przeciwieństwie do większości tworzonych w latach 50-tych melodramatów, pokazuje ważki problem rasizmu i uprzedzeń w ówczesnym społeczeństwie amerykańskim. Widzimy, jaki był stosunek Amerykanów do podbitych Japończyków i jakich środków używała armia by uniemożliwić związki swoich żołnierzy z Japonkami. Miejscowa ludność także jest pełna uprzedzeń. Jednak mimo tych niesprzyjających warunków, wbrew zaleceniom arii, małżeństwa amerykańsko-japońskie zawierane były na szeroką skalę. W 1956 roku ponad 10.000 Amerykańskich żołnierzy poślubiło Japonki. Był wśród nich James Michener, autor powieści, na podstawie której zrealizowano ten film.

Poza aspektem historycznym warto obejrzeć ten obraz ze względu na sceny ukazujące elementy kultury japońskiej, takie jak teatr Kabuki, ceremonia herbaciana, czy Tanabata. Urzekające są dwa poślubione sobie kamienie wg wierzeń shinto. Zaglądamy też do typowego japońskiego domu, japońskiej łazienki [pomijamy, że to kobieta myje mężczyznę ;)], czy podglądamy jakie maniery obowiązują przy piciu sake.

sayonara (1)

Docenić należy aktorstwo i tym razem to nie Brando będzie na piedestale, a odgrywający drugoplanowe role Red Buttons (Joe Kelly) i Miyoshi Umeki (jego żona Katsumi), którzy zostali nagrodzeni Oscarami. Umeki jest pierwszą i jak dotąd pozostaje jedyną wschodnioazjatycką aktorką, która otrzymała to wyróżnienie od Akademii.

11350053_gal

Film, mimo że trwa 2,5 h, ogląda się świetnie, w ogóle się nie dłuży, a mając na uwadze znaczenie tytułu, zastanawia i trzyma w napięciu do ostatniej chwili. Nie zdradzę zakończenia, ale nadmienię, że filmowe jest inne niż w książce.
Do tego można się rozsmakować w Japonii :) Polecam!

Na deser filmik z wręczenia Oscara Miyoshi Umeki i trailer „Sayonara” w ciekawej formie z zapowiedzią odtwórczyni roli Hana-Ogi.

Marlon Brando jako Japończyk

http://24.media.tumblr.com/tumblr_l0xo1kSymz1qb0ssjo1_500.jpgUwielbiam amerykańskie kino lat 40-tych i 50-tych, więc kiedy natknęłam się na film z 1956 roku z Marlonem Brando, w dodatku grającym Japończyka (!), nie mogłam się oprzeć.

„Herbaciarnia Pod Księżycem” (The Teahouse of the August Moon) powstała na podstawie sztuki Johna Patricka i książki Verna Sneidera. To komedia, której akcja rozgrywa się w powojennej Japonii na wyspie Okinawa. Kapitan Fisby otrzymuje rozkaz, by w małej wiosce Tobiki wprowadzić amerykański model demokracji. Zostaje wyposażony w grubą księgę ze wskazówkami, jakie kroki powinien podjąć (w pierwszej kolejności ma wybudować szkołę w kształcie Pentagonu…). W porozumiewaniu się z miejscową ludnością pomaga mu oficjalny tłumacz – Japończyk Sakini (Brando). Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem i mieszkańcy zamiast szkoły… budują herbaciarnię i produkują brandy:)

Moje wrażenia? Film był śmieszny tylko momentami i ogółem nieco rozczarował, ale w ciekawy sposób sportretowano amerykańską armię, która na każdym kroku udowadnia nieznajomość kultury japońskiej i to rzeczywiście nieco bawi (choć żenuje także). W sieci przeczytałam, że „Herbaciarnia…” została uznana przez krytykę i publiczność za doskonały film rozrywkowy, co mnie osobiście zaskoczyło. Niemniej jednak warto obejrzeć ze względu na rewelacyjną rolę Marlona Brando, którego charakteryzacja, głos i akcent są bezkonkurencyjne. Podobno wielu widzów po seansie domagało się zwrotu pieniędzy za bilet, gdyż, według nich, Brando w ogóle nie pojawił się na ekranie. Ja również muszę przyznać, że przez pierwsze minuty nie mogłam uwierzyć w to, co widzę i z niepewnością wypatrywałam Brando w kolejnych scenach. Tylko barwa głosu ostatecznie zdradza jego tożsamość. Grana przez niego postać jest kluczowym ogniwem w przedstawionej historii, pełni też poniekąd funkcję narratora, który wprowadza nas w historię i wskazuje kilka różnic między Ameryką a Japonią. Podsumowując, polecam jako ciekawostkę Japanofilom, ale nie jako must see kinomaniakom.

936full-the-teahouse-of-the-august-moon-photo

Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Karolina Bednarz

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan All Over

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: