Mitsutoshi Burn w galerii BOSA (Think Tank lab Triennale)

MITSUTOSHI BURNWybrałyśmy się z JaponiaBliżej do nowej galerii sztuki współczesnej we Wrocławiu BOSA. Naturalnie dlatego, że dzieje się tam coś japońskiego :) W ramach Think Tank lab Triennale od 15 stycznia Mitsubishi Burn nocami wykonuje tam wielkoformatowe graffiti. Postępy można śledzić oglądając transmisje na żywo tutaj lub odwiedzając galerię za dnia, kiedy artysta odpoczywa. My miałyśmy szczęście zastać Japończyka na miejscu i zamienić z nim kilka słów :)MITSUTOSHI BURNOprócz postępującego dzieła, w galerii można zobaczyć mnóstwo innych prac artysty – część wyeksponowana jest na ścianach, ale jest tego dużo więcej.IMG_1396Sporo z nich (jak i samo graffiti) bazuje na kobiecej sylwetce – jak się dowiedziałyśmy – byłej dziewczyny Mitsutoshiego. Postać zawsze pozbawiona jest oczu, co ma sugerować pustkę, brak emocji. Artysta nie chciał powiedzieć o samej dziewczynie nic więcej kwitując, że to tylko pewien symbol. Niezwykłe jest jednak, że tych rysunków powstały dziesiątki (jeśli nie setki), a każdy z nich jest inny i przyciągający wzrok. Możnaby stać i stać przy tej ścianie… :)
IMG_1392IMG_1395Niektóre są dwustronne, niektóre powstały na przypadkowych materiałach – Mitsutoshi rysuje na wszystkim.
MITSUTOSHI BURNW ramach KEN&COMPANY powstają też inne wzory, a nawet gadżety, które można kupić w galerii.
IMG_1398mitsutoshi-burn To pierwsza wizyta Mitsutoshiego w Polsce i mam nadzieję, że nie ostatnia :) Performance w galerii BOSA potrwa prawdopodobnie do 7 lutego, więc oglądajcie nocne relacje i wpadajcie do galerii zobaczyć te cuda. Ja na pewno jeszcze wrócę pogapić się na ścianę po prawej i zobaczyć jak zmienia się graffiti :)
MITSUTOSHI BURN___________
Mitsutoshi Burn jest rysownikiem, designerem, autorem murali i graffiti. Główną osią swojej twórczości Burn uczynił rysunek, nazywając siebie „Drawing Man” albo też „Drawing Monster”. Rysuje na wszystkim – na papierach, deskach, śmieciach, gazetach, książkach itd. Nigdy nie przygotowuje szkiców. W wielu realizacjach nadpisuje kolejne warstwy, tworząc samo repetujący się palimpsest.*

* za Think Tank lab Triennale

IMG_1391

Reklamy

Totoro w Londynie!

Tam nas jeszcze nie było, więc wybraliśmy się na wydłużony jesienny weekend :) Londyn nigdy nie był wysoko na naszej liście „must see”, a zaskoczył nas bardzo pozytywnie i szybko zajął miejsce w czołówce ulubionych europejskich miast.
Totoro LondynSpędziliśmy cztery bardzo intensywne dni, ale Totoro nie marudził nawet prze moment! Chciał zobaczyć wszystko i wpychał się w każdy kadr! Zaczęliśmy od Tower Bridge i spaceru wzdłuż Tamizy (bo rzeki mamy w ulubionych). Zwiedziliśmy Tate Modern.
Totoro Londyn, Tate ModernZdjęcie z Marylin obowiązkowe.
Totoro Londyn, Tate ModernPrzy Big Benie (choć tłumy szybko nas stamtąd przegoniły).
Totoro, Londyn, Big BenNie udało nam się wejść do Westminster Abbey :(
Totoro, LondynW drodze do Buckingham Palace, w St. James Park spotkaliśmy sympatyczną kaczuchę – Totoro trochę się strachał, ale ostatecznie zapozował, na zdjęciu widać jak wstrzymuje oddech :D
Totoro, Londyn, kaczkaPodobno jak flaga powiewa, królowa jest w pałacu, ale nie wyszła na spotkanie z Totoro…
Totoro, Buckingham Palace… co zaskutkowało małym fochem, zwłaszcza, że w brzuchu już było pustawo, a głodny Totoro, to sfochowany Totoro. Z pomocą przybył zestaw fish&chips i królową mieliśmy już w nosie ;)
Totoro, LondynPotem zachwyciło nas Piccadilly Circus…Totoro, Londyn Piccadilly…zwłaszcza, że znajduje się tam Japan Centre, w którym każda japonolubna istota znajdzie coś dla siebie :) My wyszliśmy stamtąd oczywiście z onigiri i matcha latte, a także ze śliwkową sobą, matcha galaretką i bardzo dziwnymi matcha cukierkami :)
Japan Centre, LondynSpodobała nam się też Oxford Street, zwłaszcza z powodu obecności sklepów Muji i Uniqlo <3. Oj, było wydawane… :)
Londyn, Oxford Street…i nie wiedzieć czemu, dla Totoro metro to zawsze atrakcja :)
Totoro, UndergroundDrugiego dnia zwiedziliśmy Museum of London, żeby dowiedzieć się nieco o miejscu, do którego przyjechaliśmy.
Totoro, Museum of LondonAle cenniejsze dla nas miejsce znajdowało się kilkadziesiąt metrów od muzeum – Postman’s Park – niepozorny, mały, ale związany z jednym z naszych ulubionych filmów – „Closer”. W parku upamiętnieni są Londyńczycy, którzy zmarli bohaterską śmiercią, ratując innych. Imię i nazwisko jednej z takich bohaterek przyjęła postać grana w filmie przez Natalie Portman i Totoro z tą tablicą zdjęcie oczywiście ma :)
Totoro, London, Postman's Park, CloserTego dnia sporo czasu spędziliśmy na Camden, gdzie nie mogło zabraknąć fotki z Amy Winehouse – Totoro jak zwykle wkomponował się idealnie :)
Totoro, Amy WinehouseWieczorem pojechaliśmy zobaczyć most Alberta, bo mamy słabość do mostów i ten okazał się przepiękny! Oczarował nas!
Totoro, LondynKolejnego dnia rozpłynęliśmy się na Notting Hill i ulicy Portobello.
IMG_0363Zwłaszcza, że spotkaliśmy kumpli ;)
IMG_0372Odwiedziliśmy też Greenwich, do którego ostatnią prostą pokonaliśmy starym tunelem pod Tamizą. Napięcie było odczuwalne :)
IMG_0392Południk zero i współrzędne Tokyo <3
Totoro GreenwichW Greenwich niespodzianie odkryliśmy, że Totoro jest szeroki na 6 cali, co wziął za namacalny dowód na to, że przecież nie jest gruby! :D
IMG_0428W związku z czym posilił się bez żadnych już wyrzutów sumienia tym, co kocha najbardziej, czyli zielonym daifukumochi (które btw można w Londynie kupić niemalże na każdym kroku – skandal, że w Polsce wciąż nie!)
IMG_0410Wieczorem zajrzeliśmy jeszcze do Chinatown.
IMG_0472A nieopodal odkryliśmy odciśnięte dłonie Judi Dench :)
IMG_0479Okazało się to jednak niczym w porównaniu z zobaczeniem na żywo Kate Winslet i Michaela Fassbendera podczas londyńskiej premiery „Steva Jobsa” na Leicester Square, gdzie przypadkiem się znaleźliśmy. Nie było niestety możliwości na zrobienie wspólnego zdjęcia, ale… co się odwlecze, to nie uciecze ;)
Londynie, kochamy, wrócimy!
IMG_0222

Wyjątkowe warsztaty herbaciane z Masahiro Takada w Czajowni Wrocław

Kilka dni temu spędziłam niezwykłe dwie godziny w zaciszu bambusowego ogródka wrocławskiej Czajowni. Właściciele tej wyjątkowej herbaciarni zaprosili swego mentora i dostawcę – Masahiro Takadę, aby zebranym opowiedział o japońskich zielonych herbatach.
masahiro takada - warsztaty herbatyPan Takada powitał nas czarką sakuracha, czyli herbaty z liści wiśni (niezwykły smak i aromat!) i opowiedział o początkach zielonej herbaty w Japonii, co miało miejsce ponad osiem stuleci temu w miejscowości Uji (nieopodal Kyoto). Zobaczyliśmy także i spróbowaliśmy różnych rodzajów tego niezwykłego trunku.
Chociaż wszystkie herbaty to tak naprawdę jedna roślina – Camellia sinensis – w zależności od warunków, w jakich wzrasta, a także czy (i w jaki sposób) jest później przetwarzana, herbaty japońskie noszą różne nazwy.

Zaczęliśmy od herbaty farmerów (aracha), której ręczną obróbkę zademonstrował nam pan Takada (obecnie zazwyczaj proces ten odbywa się z użyciem maszyn, ale kiedyś maszyn nie było…)
IMG_0029 IMG_0030Zobaczyliśmy różnice między herbatami: gyokuro, tamara, yamacha, kabuki, kamacha, sencha, kukicha i hojicha.
rodzaje japońskich herbatHojicha to uprażona kukicha, która powstaje nie tylko z listków ale także z młodych łodyżej zwanych po japońsku kuki. Jak się okazuje kukicha można „zbrązowić” samemu, wystarczy podgrzewacz:
IMG_0032Dowiedzieliśmy się, że najlepszą herbatę uzyskuje się z zacienianych plantacji, gdyż zbyt duże nasłonecznienie wzmaga gorycz. Tak powstają wyjątkowe matcha i gyokuro.
Wykład był bardzo ciekawy i pouczający, ale najlepszą częścią warsztatów była degustacja. Nigdy wcześniej nie miałam okazji wypróbować kilku rodzajów zielonej herbaty w krótkim czasie i wyczuwalne różnice w smaku były niezwykłym doświadczeniem! To naprawdę ma znaczenie, jaką herbatę pijemy :) Pan Takada z namaszczeniem zaparzał dla nas kolejne dzbanuszki i nasze urocze małe czarki wypełniały się kolejnymi smakami.
czajownia wrocławPierwszy raz napiłam się królowej japońskich herbat – gyokuro – ten zaskakujący, bardzo intensywny smak nie da o sobie zapomnieć. Gyokuro przygotowuje się w stosunkowo niewielkiej ilości wody o temperaturze 50-60 stopni Celsjusza i większej ilości samej herbaty niż w przypadku pozostałych. Żeby tego było mało, po bodajże dwukrotnym parzeniu, liście herbaty… zjedliśmy :)
gyokuroPan Takada poczęstował nas także matcha ciasteczkami, jednak jak na moje kubki smakowe matcha była słabo wyczuwalna…
matcha cookie… ale już sama matcha rozpływała się w ustach :)
matchaNiezmiernie się cieszę, że udało mi się uczestniczyć w tym spotkaniu. Idealna dawka wiedzy dla początkujących i niezwykłe wyciszenie i relaks. Polecam nie tylko same warsztaty, które prawdopodobnie doczekają się powtórki, ale także samą Czajownię, bo to niezwykłe miejsce na mapie Wrocławia, a śmiem twierdzić, że także i Polski :) Urzeka zwłaszcza ogródek – to taka „mała Japonia”…
Czajownia Wrocław Czajownia WrocławI jeszcze boska wskazówka na koniec: gdy mamy nieco zwietrzałą herbatę, podgrzanie jej chwilę na czystej patelni przywróci jej wyrazisty smak i aromat – potwierdzone w praktyce na warsztatach! :)

Dlaczego warto odwiedzić National Film Centre w Tokyo

Niektórzy z Was wiedzą, że obok Japonii moją drugą wielką pasją jest kino, a zwłaszcza jego historia. Kto jeszcze nie czytał o mojej cudownej przygodzie z Tokyo International Film Festival – zapraszam tutaj. Dzisiaj natomiast kilka słów o wizycie w National Film Centre.

National Film Centre TokyoTo siedmiopiętrowy budynek zlokalizowany w dzielnicy Marunouchi, pełen archiwów związanych z kinem japońskim i zagranicznym, z dwiema salami kinowymi i stałą wystawą na temat historii kina japońskiego i to właśnie ona warta jest odwiedzenia. Początki kina w Japonii były dość wyjątkowe, o czym pisałam już tutaj, więc byłam bardzo podekscytowana tym, co przyjdzie mi zobaczyć.
National Film Centre TokyoNiestety wystawy nie można było fotografować. Powyższe zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Centrum.
Na korytarzu można sobie za to cyknąć fotkę z Matsunosuke Onoe ;)
Matsunosuke OnoeSama wystawa mnie nie rozczarowała :) Zobaczyłam m.in.:

  • Katsudo Shashin kai – magazyn filmowy z 1909 roku
  • film z japońskiej ekspedycji na Antarktydę z 1912 roku
  • pierwsze kamery Pathé, Bioscope
  • historię Shōzō Makino, uznawanego za ojca japońskiego filmu i Matsunosuke Onoe – jego pierwszego gwiazdora
  • historię ruchu „czystego filmu”, który dążył do swoistego „odteatralnienia” japońskiego filmu od 1910 roku
  • film dokumentujący wielkie trzęsienie ziemi w Kantō z 1923 roku
  • pierwsze animacje Shigeji Ogino
  • historię pierwszej gwiazdy filmowej i zarazem kobiety-reżysera Kinuyo Tanaki
  • informacje o pierwszym kolorowym filmie „Karumen kokyo ni kaeru” z 1951 roku
  • sylwetkę Eiji Tsubaraya – uznawanego wówczas za „boga efektów specjalnych”, odpowiedzialnego za sukces „Gojiry” z 1954 roku
  • Złotego Lwa weneckiego Akiro Kurosawy, którego otrzymał za „Rashōmona” w 1951 roku

Zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich oczywiście to atrakcje, ale jeśli wśród Was są entuzjaści kina i będziecie w Tokyo – polecam :)

A tu w ramach zachęty/ciekawostek znalezione na YouTube:

Filmik z wyprawy na Antaktydę:

Trailer pierwszego kolorowego filmu japońskiego [dość amerykański ten film się zdaje… muszę obejrzeć :)]

Filmik o powstawaniu Godzilli (a w zasadzie jej kostiumu):

Muzeum Ramenu w Yokohamie

Pierwsze chłodniejsze wieczory a za mną już chodzi rozgrzewająca miska ramenu… Dlatego dziś kilka słów o wyjątkowym miejscu, które zdecydowanie warto odwiedzić. To muzeum niezwykłe, bo oprócz części „historycznej” (bądź co bądź nudnej i ubogiej w angielskie tłumaczenia) w podziemiu jest część „doświadczalna”, gdzie możemy przekonać się, jak smakuje ramen w różnych regionach Japonii.
DSCN5780DSCN5785O ramenie od jakiegoś czasu w Polsce coraz głośniej i serwuje się go w coraz większej liczbie japońskich (i nie tylko) restauracji. Czym jest ramen? Zasadniczo składa się z czterech elementów: wywaru, tare (bazy, esencji zwanej też kaeshi, główne to shoyu, miso i shio, które podstawowo determinują typ ramenu), makaronu i dodatków. Podobno rodzajów ramenu jest tyle ilu szefów kuchni, gdyż każdy ma swój własny styl i wypracowany latami przepis. Na pewno istnieje wiele regionalnych odmian, które świetnie opisuje ten artykuł. Ślinka cieknie…

Muzeum w Yokohamie jest niezwykłe, bo wykreowano w nim miasteczko rodem z Japonii lat 50-tych, z wąskimi uliczkami, pocztą, kioskiem z papierosami, wróżbiarzem, świątynką… Już sam spacer po nim robi wrażenie, a do tego na środku znajduje się okazały skwer, przy którym zlokalizowanych jest 8 restauracji serwujących ramen.
DSCN5790DSCN5795DSCN5796DSCN5797DSCN5798DSCN5799DSCN5801DSCN5816Przyznaję, nie przygotowałam się merytorycznie do wizyty, więc przyszło mi wybierać na ślepo. Do tego menu w automacie przed wejściem było dostępne tylko po japońsku i nieświadomie zamówiłam misoramen na ostro… Niestety. W ostrych smakach nie gustuję i, mimo że to była jakaś mocno wyjątkowa wersja, dla mnie siłą rzeczy nie było to niebo w gębie. Po fakcie też zorientowałam się, że dostępne są mini porcje, dzięki czemu odwiedzający są w stanie spróbować wielu opcji. Mówi się trudno i podaje się dalej, żeby inni skorzystali :)
DSCN5813A ja chętnie tam jeszcze kiedyś wrócę i spróbuję kolejnych. Muzeum polecam! :)
Znajduje się niedaleko dworca Shin-Yokohama. Zapytajcie o drogę w informacji turystycznej na stacji – dostałam tam ulotkę, dzięki której przysługiwała drobna zniżka i zamiast 300 jenów, za wstęp zapłaciłam 280. ;)

Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: