Zen w Kanazawie – D.T. Suzuki Muzeum

Wiedzieliście, kto przyczynił się do rozpowszechnienia idei buddyzmu zen na Zachodzie? Ja nie :) Dowiedziałam się tego w Kanazawie, w niepozornym muzeum, poświęconym Daisetsu Teitaro Suzuki (zwanym też Daisetz). Żył w latach 1870-1966, napisał wiele książek o zen i jego wpływie na życie codzienne (przełożonych także na język polski, m.in. Wprowadzenie do buddyzmu zen, Zen i kultura japońska) i jest uznawany za najważniejszego propagatora tej filozofii w zachodnim świecie.
Kanazawa, D.T. Suzuki MuseumMuzeum w Kanazawie, mieście w którym się urodził, jest jednym z najbardziej „magicznych”, jakie przyszło mi odwiedzić. Oprócz możliwości poznania sylwetki Daisetza, jego idei i osiągnięć, w tych murach można po prostu poczuć ducha zen. Dzieje się tak po pierwsze za sprawą architektonicznej prostoty obiektu, jego wystroju i otoczenia. Składa się on z trzech niewielkich budynków połączonych długimi korytarzami, które otoczone są przez harmonijny ogród i staw.
Kanazawa, D.T. Suzuki MuseumTo miejsce przepełnione spokojem, dające uczucie duchowego ładu. Wynika to również z samego konceptu muzeum, które przemierzamy zapoznając się z kluczowymi przekazami mędrca (po drodze gromadzimy kolejne karty w pięknej teczce, którą dostajemy przy wejściu), po to by w finale spędzić kilka chwil w sali kontemplacji – zatrzymać się i oddać refleksji nad tym, czemu Daisetz poświęcił swoje długie życie. Całość skąpana w deszczu (który w Kanazawie podobno pada zawsze) i aurze najpiękniejszych jesiennych kolorów rzeczywiście zaszczepiła we mnie cząstkę zen. Takie muzea to ja rozumiem i polecam z całego zachodniego serca :)
Kanazawa, D.T. Suzuki MuseumKanazawa, D.T. Suzuki Museum Kanazawa, D.T. Suzuki MuseumKanazawa, D.T. Suzuki Museum Kanazawa, D.T. Suzuki MuseumKanazawa, D.T. Suzuki Museum Kanazawa, D.T. Suzuki Museum Kanazawa, D.T. Suzuki Museum*w większości pomieszczeń nie można było robić zdjęć
**więcej informacji na stronie muzeum tutaj

Reklamy

Dlaczego warto odwiedzić National Film Centre w Tokyo

Niektórzy z Was wiedzą, że obok Japonii moją drugą wielką pasją jest kino, a zwłaszcza jego historia. Kto jeszcze nie czytał o mojej cudownej przygodzie z Tokyo International Film Festival – zapraszam tutaj. Dzisiaj natomiast kilka słów o wizycie w National Film Centre.

National Film Centre TokyoTo siedmiopiętrowy budynek zlokalizowany w dzielnicy Marunouchi, pełen archiwów związanych z kinem japońskim i zagranicznym, z dwiema salami kinowymi i stałą wystawą na temat historii kina japońskiego i to właśnie ona warta jest odwiedzenia. Początki kina w Japonii były dość wyjątkowe, o czym pisałam już tutaj, więc byłam bardzo podekscytowana tym, co przyjdzie mi zobaczyć.
National Film Centre TokyoNiestety wystawy nie można było fotografować. Powyższe zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Centrum.
Na korytarzu można sobie za to cyknąć fotkę z Matsunosuke Onoe ;)
Matsunosuke OnoeSama wystawa mnie nie rozczarowała :) Zobaczyłam m.in.:

  • Katsudo Shashin kai – magazyn filmowy z 1909 roku
  • film z japońskiej ekspedycji na Antarktydę z 1912 roku
  • pierwsze kamery Pathé, Bioscope
  • historię Shōzō Makino, uznawanego za ojca japońskiego filmu i Matsunosuke Onoe – jego pierwszego gwiazdora
  • historię ruchu „czystego filmu”, który dążył do swoistego „odteatralnienia” japońskiego filmu od 1910 roku
  • film dokumentujący wielkie trzęsienie ziemi w Kantō z 1923 roku
  • pierwsze animacje Shigeji Ogino
  • historię pierwszej gwiazdy filmowej i zarazem kobiety-reżysera Kinuyo Tanaki
  • informacje o pierwszym kolorowym filmie „Karumen kokyo ni kaeru” z 1951 roku
  • sylwetkę Eiji Tsubaraya – uznawanego wówczas za „boga efektów specjalnych”, odpowiedzialnego za sukces „Gojiry” z 1954 roku
  • Złotego Lwa weneckiego Akiro Kurosawy, którego otrzymał za „Rashōmona” w 1951 roku

Zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich oczywiście to atrakcje, ale jeśli wśród Was są entuzjaści kina i będziecie w Tokyo – polecam :)

A tu w ramach zachęty/ciekawostek znalezione na YouTube:

Filmik z wyprawy na Antaktydę:

Trailer pierwszego kolorowego filmu japońskiego [dość amerykański ten film się zdaje… muszę obejrzeć :)]

Filmik o powstawaniu Godzilli (a w zasadzie jej kostiumu):

Muzeum Ramenu w Yokohamie

Pierwsze chłodniejsze wieczory a za mną już chodzi rozgrzewająca miska ramenu… Dlatego dziś kilka słów o wyjątkowym miejscu, które zdecydowanie warto odwiedzić. To muzeum niezwykłe, bo oprócz części „historycznej” (bądź co bądź nudnej i ubogiej w angielskie tłumaczenia) w podziemiu jest część „doświadczalna”, gdzie możemy przekonać się, jak smakuje ramen w różnych regionach Japonii.
DSCN5780DSCN5785O ramenie od jakiegoś czasu w Polsce coraz głośniej i serwuje się go w coraz większej liczbie japońskich (i nie tylko) restauracji. Czym jest ramen? Zasadniczo składa się z czterech elementów: wywaru, tare (bazy, esencji zwanej też kaeshi, główne to shoyu, miso i shio, które podstawowo determinują typ ramenu), makaronu i dodatków. Podobno rodzajów ramenu jest tyle ilu szefów kuchni, gdyż każdy ma swój własny styl i wypracowany latami przepis. Na pewno istnieje wiele regionalnych odmian, które świetnie opisuje ten artykuł. Ślinka cieknie…

Muzeum w Yokohamie jest niezwykłe, bo wykreowano w nim miasteczko rodem z Japonii lat 50-tych, z wąskimi uliczkami, pocztą, kioskiem z papierosami, wróżbiarzem, świątynką… Już sam spacer po nim robi wrażenie, a do tego na środku znajduje się okazały skwer, przy którym zlokalizowanych jest 8 restauracji serwujących ramen.
DSCN5790DSCN5795DSCN5796DSCN5797DSCN5798DSCN5799DSCN5801DSCN5816Przyznaję, nie przygotowałam się merytorycznie do wizyty, więc przyszło mi wybierać na ślepo. Do tego menu w automacie przed wejściem było dostępne tylko po japońsku i nieświadomie zamówiłam misoramen na ostro… Niestety. W ostrych smakach nie gustuję i, mimo że to była jakaś mocno wyjątkowa wersja, dla mnie siłą rzeczy nie było to niebo w gębie. Po fakcie też zorientowałam się, że dostępne są mini porcje, dzięki czemu odwiedzający są w stanie spróbować wielu opcji. Mówi się trudno i podaje się dalej, żeby inni skorzystali :)
DSCN5813A ja chętnie tam jeszcze kiedyś wrócę i spróbuję kolejnych. Muzeum polecam! :)
Znajduje się niedaleko dworca Shin-Yokohama. Zapytajcie o drogę w informacji turystycznej na stacji – dostałam tam ulotkę, dzięki której przysługiwała drobna zniżka i zamiast 300 jenów, za wstęp zapłaciłam 280. ;)

Między słowami w New York Bar (Park Hyatt Tokyo)

New York Bar Park Hyatt Tokyo Bill  MurrayWszystko jasne? :) Marzenia się spełnia.

Film „Lost in translation” Sofii Coppoli od premiery oglądam średnio 2 razy w roku, widziałam go ponad 30 razy i wiem, że wciąż będą się zdarzać takie wieczory, kiedy mnie najdzie i znów trzeba będzie. Poza tym mam takie małe postanowienie, że będę go oglądać dopóty, dopóki nie zrozumiem w biegu 100% wszystkich japońskich dialogów i na szczęście wciąż jeszcze mi kilku procent brakuje :) Mam wrażenie, że ludzie dzielą się na takich jak ja i takich, którzy tego filmu nie trawią – who’s with me? :)

Kiedy pojechałam do Tokyo po raz pierwszy, cztery lata temu, odnalazłam hotel Park Hyatt Tokyo, w którym kręcono znaczną część scen, jednak wtedy nie odważyłam się wjechać na 52 piętro do New York Bar, pokręciłam się tylko nieśmiało po okolicy. „Za wysokie progi” – znacie to uczucie? Ja już nie znam. Tym razem się nie wahałam. I nie dlatego, że rozbiłam bank, ale kabelki w głowie mi się zetknęły. Marzysz o czymś? Zrób to. I zrobiłam.
Park Hyatt Tokyo - New York BarNie jest tak zupełnie prosto dostać się do New York Bar, bo oznaczeń żadnych w budynku nie ma i musiałam trzy razy pytać o drogę, przy czym raz na serio się zgubiłam wsiadając nie do tej windy, co trzeba. W końcu się udało i kiedy otworzyły się drzwi już tej właściwej windy na szczycie, moim oczom ukazał się ten widok.
Park Hyatt Tokyo - New York BarPani z obsługi przywitała mnie przy samej windzie i poinformowała, że po godz. 20:00 doliczana jest dodatkowa opłata w wysokości 2200 ¥, po czym zaprowadziła mnie na miejsce. Jako że byłam sama, zaproponowano mi miejsce przy podłużnym stole barowym, dzięki czemu miałam widok na cały bar i zapierającą dech w piersiach panoramę Tokyo w tle. Kto raz był w Japonii wie, jak uprzejma potrafi być tam obsługa, ale tutaj naprawdę czułam się jak gwiazda filmowa, oczywiście mówiono do mnie po angielsku.
Park Hyatt Tokyo - New York BarZamówiłam Martini z wódką, a w zasadzie dwa ;) i przekąskę w postaci boczku w syropie klonowym. Nie muszę pisać jak baaardzo rozpływał się w ustach. Siedziałam, sączyłam i celebrowałam te dwie godziny, na które ciężko sobie zapracowałam i mam nadzieję, że to uczucie znacie :)
Park Hyatt Tokyo - New York BarPark Hyatt Tokyo - New York BarW barze byli przeróżni ludzie, od wytwornie wyglądających starszych japońskich biznesmenów w towarzystwie pięknych, eleganckich kobiet, po zwykłych turystów, którzy przyszli tam z tego samego powodu co ja. Zabawne, ile osób dziennie pojawia się tam z powodu jednego filmu :) Podejrzewam, że dlatego też po 20:00 wprowadzona została dodatkowa opłata, żeby odsiać gapiów i zapewnić komfort gościom, którzy zostawiają tam jednak niemałe pieniądze.
Park Hyatt Tokyo - New York BarSkoro o pieniądzach mowa, muszę powiedzieć, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona cenami. Standardowy drink kosztuje 1800 ¥ (czyli jakieś 55 zł). Nie jest to oczywiście mało. Ale jak sobie pomyślę, że szklanka zwykłego soku z kartonu we wrocławskim hotelu potrafi kosztować 20 zł (nie że pijam, raz się nacięłam…), to 55 zł za drinka w jednym z najlepszych hoteli w Tokyo, na „moim osobistym dachu świata” to cena, którą jestem w stanie zapłacić bez mrugnięcia okiem. Całą kartę napojów można zobaczyć pod tym linkiem i przekąsek tutaj. W lokalu obowiązuje pewien dress code, który mnie osobiście nie dziwi. Sama zabrałam ze sobą z Polski na tę okazję czerwoną sukienkę :)
DSCN5582DSCN5575Park Hyatt Tokyo - New York BarCo mnie zaskoczyło to wielkość tego miejsca. Wyobrażałam je sobie jako dużo większe, a tak naprawdę to kilka stolików i podłużny stół barowy – bardzo kameralnie, z niezwykłym klimatem, który potęguje się wraz z dźwiękami granej na żywo muzyki.
Park Hyatt Tokyo - New York Bar
DSCN5601DSCN5602Park Hyatt Tokyo - Lost in translationDSCN5606Wiem, że jeszcze tam wrócę. I Wam też polecam :) A na deser jeszcze widok na budynek, w którym mieści się hotel z Metropolitan Government Building (ten po lewej) i moje Batmanowe uszy w tle :) Hell yeah!
Tokyo Metropolitan Government Building

Kōyasan #2 – poranna modlitwa i rytuał ognia

[Hej, to drugi wpis o Kōyasan, przeczytaj pierwszy tutaj]

Tylko w Japonii robię rzeczy na co dzień dla mnie niemożliwe. Na przykład wstaję o 6 rano z własnej woli z uśmiechem :) O 6:30 miałam wziąć udział w porannych modłach w świątyni, więc nie było to tamto – chciało być. Zwłaszcza, że miała to być modlitwa za przodków (senzokuyo), a kto wie, czy gdyby nie dziadek w ogóle kiedykolwiek bym się zainteresowała Japonią… Może tak, a może nie. Czym jest senzokuyo? Prostą, ale dogłębną odpowiedź znajdziecie tutaj. Na tyle ją czuję, że nie chcę jej tłumaczyć i przedstawiać po swojemu. Może też poczujecie :)

Poranek był niezwykle rześki, choć dość chłodny jak na góry przystało. Świt przepięknie rozświetlał mój pokój przez shōji.
Koyasan - shokuboTowarzyszyło mi kilka osób, sami gajdzini. Podobało mi się to, że wszyscy byliśmy inni, w zupełnie innym dla nas otoczeniu, a jednak z jakiegoś powodu tam, razem. To dziwne uczucie słuchać modlitwy, której się nie rozumie, ale czuje się, że dzieje się coś ważnego, może nawet przeżywa to bardziej, bo szuka się w sobie.
Koyasan - EkoinW świątynnym przewodniku dla gości znalazłam streszczenie tego, o czym była mowa podczas ceremonii. Zaskakująco m.in. o współczesnym trendzie ochrony praw konsumenta :) Mnisi zwracają uwagę, że niezależnie od tego jak dużo mamy pieniędzy, nie moglibyśmy nic kupić, gdyby nie ci, którzy produkują, transportują i sprzedają różne dobra, zatem powinniśmy być im wdzięczni. Podobno było też trochę o tym, że szczęście nie zależy od okoliczności, ale od sposobu myślenia. I to mi chyba dziś najbliższe.

Mieliśmy też możliwość doświadczyć rytuału shoko, do którego przygotował nas również przepastny przewodnik:
Koyasan | Japonia pełną chochląJak wyglądał kawałek ceremonii możecie zobaczyć na krótkim filmiku. Krótkim, bo wolałam przeżywać niż skupiać się na dokumentacji :)

Tuż po nabożeństwie w świątyni zostaliśmy zaproszeni do małego budynku przy samej ulicy, w którym mieliśmy być świadkami rytuału ognia.
Koyasan - EkoinRytuał Goma (świętego ognia) to ceremonia zmazywania grzechów przez mądrość ognia i buddyjskich świętych, do których kierujemy też nasze życzenia. Zapisuje się je na deseczkach zwanych soegomagi, które spala się podczas obrzędu. Każdy gość świątyni ma taką możliwość, ja nie skorzystałam.

DSCN2764Zwyczaj ten jest typowy dla buddyzmu ezoterycznego Vajrayana. Wierzy się, że ogień ma potężną moc oczyszczającą duchowo i psychicznie. Podczas rytuału ma strawić naszą negatywną energię, szkodliwe myśli i pragnienia. W większości świątyń odłamu Shingon odbywa się codziennie rano lub popołudniu. Większym ceremoniom towarzyszy dźwięk bębnów taiko i intonacja mantry Acalanatha i tak było w moim przypadku.

Usiedliśmy naokoło paleniska i rozpoczęło się niezwykłe, wprowadzające niemal w trans doświadczenie. Mnich wykonywał szereg powtarzalnych czynności, a płomień był coraz większy. Ceremonia trwała około pół godziny, deseczki z życzeniami spłonęły i ogień zgasł.

Po powrocie do pokoju czekało już na mnie śniadanie, czyli kolejna uczta! Ryż, zupa miso, tofu, nori i pikle. I nie bolała 6 rano. Tak mogłabym zaczynać każdy dzień :)
KoyasanDSCN2959 DSCN2960 DSCN2962 DSCN2964

Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: