Japońska sztuka współczesna we Wro Art Center

aki inomata in WroclawW minionym tygodniu spędziłam kilka inspirujących chwil we wrocławskim Centrum Sztuki Wro, gdzie odbyło się spotkanie z Aki Inomatą. Artystka (pośród innych Japończyków) prezentuje swoją twórczość na wystawie UTOPIE, przygotowanej w ramach międzynarodowego projektu Eco Expanded City, który „bada przedstawione na gruncie działań artystycznych i dizajnerskich wyobrażone i realne, przeszłe, historyczne już oraz potencjalne związki społeczeństwa, sztuki, natury i technologii, ukazując ich przenikanie się i zależności”.*

Aki Inomata urodziła się, żyje i tworzy w Tokio. W swoich działaniach koncentruje się na związkach między współczesną cywilizacją a naturą, chce ukazać ludzki świat w odwołaniach do zachowań żywych stworzeń, które „angażuje” do swoich projektów. Na spotkaniu opowiedziała o niektórych z nich.: girl, girl, girl…, I Wear the Dog’s Hair, and the Dog Wears My Hair Why Not Hand Over a “Shelter” to Hermit Crabs?. Rezultaty ostatniego można oglądać we Wrocławiu.

Inomata robi rzeczy w moim odczuciu dość niezwykłe. W pierwszej chwili podeszłam do nich ze sporym dystansem, finalnie jednak jej świat mnie urzekł. W projekcie  girl, girl, girl… gąsienicom ciem koszówek, które naturalnie tworzą sobie ochronne koszyczki z usłych liści i gałązek, „udostępniła” kawałki materiałów kobiecych ubrań. Gąsienice z czasem zaczęły ich używać i strojąc się niczym kobiety stworzyły sobie różnorodne, kolorowe pancerzyki (możecie zobaczyć je tutaj). Druga praca zaowocowała wytworzeniem dwóch ubrań: dla Aki ze zbieranej przez długi czas sierści jej psa i dla jej pupila – z włosów artystki. Gest ten miał podkreślić wagę relacji między człowiekiem a jego zwierzęcym kompanem (więcej o projekcie tutaj).

W kolejnym przedsięwzięciu Inomata, wykorzystując technologię tomografii komputerowej i druku 3D, stworzyła krabom pustelnikom wyjątkowe muszle-domy przypominające słynne miejsca i dzieła architektury (Tokio, Paryż, Nowy York i inne). Stworzenia zaadaptowały się do życia w nowych, przepięknych i urzekających skorupkach. Artystka w tej pracy porusza zagadnienia „tożsamości, narodowości, migracji, miejsca zamieszkania i coraz bardziej zacierającej się granicy między światem naturalnym, a tym zbudowanym”*.
IMG_3052Niezwykły projekt Why Not Hand Over a “Shelter” to Hermit Crabs? możecie zobaczyć w Centrum Sztuki Wro do 3 lipca. Polecam, bo piękne, a ponadto będziecie mogli zobaczyć jeszcze inne japońskie prace. Więcej szczegółów tutaj.

A o samej Aki możecie dowiedzieć się więcej na jej stronie: http://www.aki-inomata.com

*cyt. za wrocenter.pl

Mitsutoshi Burn w galerii BOSA (Think Tank lab Triennale)

MITSUTOSHI BURNWybrałyśmy się z JaponiaBliżej do nowej galerii sztuki współczesnej we Wrocławiu BOSA. Naturalnie dlatego, że dzieje się tam coś japońskiego :) W ramach Think Tank lab Triennale od 15 stycznia Mitsubishi Burn nocami wykonuje tam wielkoformatowe graffiti. Postępy można śledzić oglądając transmisje na żywo tutaj lub odwiedzając galerię za dnia, kiedy artysta odpoczywa. My miałyśmy szczęście zastać Japończyka na miejscu i zamienić z nim kilka słów :)MITSUTOSHI BURNOprócz postępującego dzieła, w galerii można zobaczyć mnóstwo innych prac artysty – część wyeksponowana jest na ścianach, ale jest tego dużo więcej.IMG_1396Sporo z nich (jak i samo graffiti) bazuje na kobiecej sylwetce – jak się dowiedziałyśmy – byłej dziewczyny Mitsutoshiego. Postać zawsze pozbawiona jest oczu, co ma sugerować pustkę, brak emocji. Artysta nie chciał powiedzieć o samej dziewczynie nic więcej kwitując, że to tylko pewien symbol. Niezwykłe jest jednak, że tych rysunków powstały dziesiątki (jeśli nie setki), a każdy z nich jest inny i przyciągający wzrok. Możnaby stać i stać przy tej ścianie… :)
IMG_1392IMG_1395Niektóre są dwustronne, niektóre powstały na przypadkowych materiałach – Mitsutoshi rysuje na wszystkim.
MITSUTOSHI BURNW ramach KEN&COMPANY powstają też inne wzory, a nawet gadżety, które można kupić w galerii.
IMG_1398mitsutoshi-burn To pierwsza wizyta Mitsutoshiego w Polsce i mam nadzieję, że nie ostatnia :) Performance w galerii BOSA potrwa prawdopodobnie do 7 lutego, więc oglądajcie nocne relacje i wpadajcie do galerii zobaczyć te cuda. Ja na pewno jeszcze wrócę pogapić się na ścianę po prawej i zobaczyć jak zmienia się graffiti :)
MITSUTOSHI BURN___________
Mitsutoshi Burn jest rysownikiem, designerem, autorem murali i graffiti. Główną osią swojej twórczości Burn uczynił rysunek, nazywając siebie „Drawing Man” albo też „Drawing Monster”. Rysuje na wszystkim – na papierach, deskach, śmieciach, gazetach, książkach itd. Nigdy nie przygotowuje szkiców. W wielu realizacjach nadpisuje kolejne warstwy, tworząc samo repetujący się palimpsest.*

* za Think Tank lab Triennale

IMG_1391

Wyjątkowe warsztaty herbaciane z Masahiro Takada w Czajowni Wrocław

Kilka dni temu spędziłam niezwykłe dwie godziny w zaciszu bambusowego ogródka wrocławskiej Czajowni. Właściciele tej wyjątkowej herbaciarni zaprosili swego mentora i dostawcę – Masahiro Takadę, aby zebranym opowiedział o japońskich zielonych herbatach.
masahiro takada - warsztaty herbatyPan Takada powitał nas czarką sakuracha, czyli herbaty z liści wiśni (niezwykły smak i aromat!) i opowiedział o początkach zielonej herbaty w Japonii, co miało miejsce ponad osiem stuleci temu w miejscowości Uji (nieopodal Kyoto). Zobaczyliśmy także i spróbowaliśmy różnych rodzajów tego niezwykłego trunku.
Chociaż wszystkie herbaty to tak naprawdę jedna roślina – Camellia sinensis – w zależności od warunków, w jakich wzrasta, a także czy (i w jaki sposób) jest później przetwarzana, herbaty japońskie noszą różne nazwy.

Zaczęliśmy od herbaty farmerów (aracha), której ręczną obróbkę zademonstrował nam pan Takada (obecnie zazwyczaj proces ten odbywa się z użyciem maszyn, ale kiedyś maszyn nie było…)
IMG_0029 IMG_0030Zobaczyliśmy różnice między herbatami: gyokuro, tamara, yamacha, kabuki, kamacha, sencha, kukicha i hojicha.
rodzaje japońskich herbatHojicha to uprażona kukicha, która powstaje nie tylko z listków ale także z młodych łodyżej zwanych po japońsku kuki. Jak się okazuje kukicha można „zbrązowić” samemu, wystarczy podgrzewacz:
IMG_0032Dowiedzieliśmy się, że najlepszą herbatę uzyskuje się z zacienianych plantacji, gdyż zbyt duże nasłonecznienie wzmaga gorycz. Tak powstają wyjątkowe matcha i gyokuro.
Wykład był bardzo ciekawy i pouczający, ale najlepszą częścią warsztatów była degustacja. Nigdy wcześniej nie miałam okazji wypróbować kilku rodzajów zielonej herbaty w krótkim czasie i wyczuwalne różnice w smaku były niezwykłym doświadczeniem! To naprawdę ma znaczenie, jaką herbatę pijemy :) Pan Takada z namaszczeniem zaparzał dla nas kolejne dzbanuszki i nasze urocze małe czarki wypełniały się kolejnymi smakami.
czajownia wrocławPierwszy raz napiłam się królowej japońskich herbat – gyokuro – ten zaskakujący, bardzo intensywny smak nie da o sobie zapomnieć. Gyokuro przygotowuje się w stosunkowo niewielkiej ilości wody o temperaturze 50-60 stopni Celsjusza i większej ilości samej herbaty niż w przypadku pozostałych. Żeby tego było mało, po bodajże dwukrotnym parzeniu, liście herbaty… zjedliśmy :)
gyokuroPan Takada poczęstował nas także matcha ciasteczkami, jednak jak na moje kubki smakowe matcha była słabo wyczuwalna…
matcha cookie… ale już sama matcha rozpływała się w ustach :)
matchaNiezmiernie się cieszę, że udało mi się uczestniczyć w tym spotkaniu. Idealna dawka wiedzy dla początkujących i niezwykłe wyciszenie i relaks. Polecam nie tylko same warsztaty, które prawdopodobnie doczekają się powtórki, ale także samą Czajownię, bo to niezwykłe miejsce na mapie Wrocławia, a śmiem twierdzić, że także i Polski :) Urzeka zwłaszcza ogródek – to taka „mała Japonia”…
Czajownia Wrocław Czajownia WrocławI jeszcze boska wskazówka na koniec: gdy mamy nieco zwietrzałą herbatę, podgrzanie jej chwilę na czystej patelni przywróci jej wyrazisty smak i aromat – potwierdzone w praktyce na warsztatach! :)

Restaurant Week – uczta dla podniebienia w Szajnochy 11

Dobiegł końca Restaurant Week, czyli tygodniowy festiwal najlepszych restauracji. Z M. z JaponiaBliżej wybrałyśmy się na kolację do Szajnochy 11 we Wrocławiu.
Restaurant WeekMenu zapowiadało się ciekawie i trzeba przyznać, że smaki w zdecydowanej większości dorównały rozbudzonym oczekiwaniom.
Restaurant Week - Szajnochy 11Przystawka rozpłynęła się w ustach – przegrzebek wyśmienity a krem ze szpinaku i szczawiu zaskoczył wyrazistym, ale jednak subtelnym smakiem.
Restauran Week - Szajnochy 11Zestaw sushi urzekł różnorodnością. Smakowe niecodzienne nigiri z wołowiną, pyszna ośmiornica, dip cytrusowy na krewetce i oyakomaki to moi faworyci wieczoru. Dość mdło na ich tle wypadły maki z tuńczykiem zwinięte w papier ryżowy, chyba jednak zabrakło mi tam nori. Nie zmienia to faktu, że to jeden z najlepszych zestawów sushi, jakie jadłam.
Restaurant Week - Szajnochy 11 - sushiRestaurant Week - Szajnochy 11 - sushiDeser odbiegł nieco klimatem od całości, nie do końca byłyśmy też w stanie rozszyfrować na czym polegała „jabłkowość” gofrów i który mus był z buraka, ale nie znaczy to, że nie było to smaczne :)
Restaurant Week - Szajnochy 11 - gofryUcztę dopełniło znakomite wino, za które uśmiech kierujemy w stronę kelnera :)

To była moja pierwsza wizyta w Szajnochy 11 i mimo że samo miejsce (wystrój) nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia, nieoczywiste smaki na pewno jeszcze nie raz mnie tam przyciągną. Jeśli chcecie zjeść coś wyjątkowego to z pewnością dobry adres. Może podczas kolejnego Restaurant Week?

Restaurant Week to ucztowanie we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie, Trójmieście i Poznaniu. Świętować możemy wybierając jedną z restauracji na stronie restaurantweek.pl i uiszczając opłatę w wysokości 39 zł za, jak przekonują organizatorzy, pełne trzydaniowe doświadczenie. Nie jest to może kwota, którą z przekonaniem zostawiałabym na co dzień w restauracji, ale zdecydowanie warto zrobić to w tym przypadku. Dlaczego? Regularne ceny w kartach restauracji biorących udział w akcji nie pozwoliłyby nam na taką ucztę w tej kwocie. Restaurant Week to doskonała okazja, żeby odwiedzić nowe miejsca na kulinarnej mapie miasta, być może poznać nowe smaki, spędzić wyjątkowo czas, a to wszystko w przystępnej cenie. Nie dostrzegam minusów tej akcji i czekam na kolejną :)

Sumi-e w Goworowie – powroty

Pensjonat Terra Sudeta w Goworowie to jedno z tych miejsc na ziemi, do których zawsze chcę wracać. W tym roku znów się udało, i to już w drugi weekend maja… Tak, obsuwa blogowa haniebna :)

Dwa dni wypełnione malowaniem, zachwycającym jedzeniem i bezkresnym spokojem. W mieście tego nie ma.

DSC_0066

Tym razem było jeszcze lepiej, bo malowałyśmy w małej grupie, więc każda z nas mogła tworzyć pod czujnym okiem naszej sensei Małgosi Olejniczak. Rok temu też było świetnie, jednak kilkanaście osób na sali, nawet pracujących w ciszy, to nie warunki na przeżywanie kameralnych chwil i poszukiwanie harmonii między sobą i pędzlem. A właśnie w poszukiwaniu spokoju i wyciszenia wciąż wracam do Goworowa. Cudowne jest to, że przyjeżdżamy tam z całej Polski i niekiedy są to ponowne spotkania. Spoglądamy wzajemnie na swoje postępy i cieszymy się, że jesteśmy tu i teraz. Po prostu.

W przerwach spacerujemy, czytamy, śpimy… W tym roku znalazłam owieczki :)

DSC_0035DSC_0017Jedzenie to prawdziwa uczta w stylu japońskim. Zawsze jest nieziemskie, także polskie dania oczarowują smakiem i sposobem podania.

DSC_0012DSC_0077DSC_0081DSC_0087DSC_0088DSC_0091DSC_0103

Wieczorem czekała nas niespodzianka – seans medytacyjny z gongami tybetańskimi prowadzony przez pana Piotra Głowackiego z Międzylesia. Byłam bardzo sceptyczna, bo z reguły jestem zbyt rozbiegana, żeby nawet pomyśleć o czymś takim jak medytacja (choć żałuję), ale kiedy pojawia się coś nowego, dlaczego by nie spróbować?

DSC_0104

Leżałam w zaciemnionej sali, na macie tatami, pod kocem i próbowałam uwolnić się od myśli. Szalenie to trudne, ale chwilami udawało się i było to niesamowite doświadczenie. Dźwięki gongów przenikały całe ciało, a moment, w którym pan Piotr uderzył w misę trzymaną tuż nad moim brzuchem był niezwykłym doznaniem, także muzycznym (!). Jedna z moich towarzyszek tak się zrelaksowała, że aż zasnęła :) Ja byłam zbyt ciekawa, co będzie dalej…

Seans dobiegł końca i wszystkie od razu poszłyśmy spać. A od rana znów malowanie :)

DSC_0118

Wyjątkowo jestem dumna z moich postępów i tego, co udało mi się namalować, więc poniżej zdjęcia kilku prac, w różnych etapach tworzenia :)

Zaczyna się zawsze od bambusa, bo technika malowania bambusowego liścia przydaje się później nie raz. A ja bambusy lubię chyba najbardziej :)DSC_0058Potem przyszedł czas na nieszczęsną sosnę z jeszcze bardziej nieszczęsną skałą, z którymi nijak nie mogę się nigdy dogadać, ale tym razem nawet się udało i w końcu nie czuję zniechęcenia do dalszych prób :)

DSC_0069

Ku mojemu zachwytowi, w końcu uczyliśmy się malować Fuji-san i nie jest to aż takie trudne :)

DSC_0116Ale potem Małgosia postawiła wyzwanie kompozycji: Fuji, sosna i śliwa, i o ile z sosną ma to jeszcze ręce i nogi…

DSC_0124…o tyle płaczę do dziś nad zrujnowaniem całości śliwą :)
Wersji z kwiatami nawet nie publikuję, bo z nimi jeszcze długo mi po drodze chyba nie będzie…

DSC_0127Tak właśnie jest w Goworowie… Magia, jedyne 120 km od Wrocławia. Wrócę znów <3

 

 

Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!

%d blogerów lubi to: