Aoi haru 青い春 (2001)

1980Film ma niezłe noty na IMDB (7,3) i filmwebie (7,7) i opinię kultowego, więc w końcu się skusiłam. Opowiada o grupce uczniów liceum Asahi w Tokyo, którzy są zagubieni (delikatnie powiedziane) i nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem, a koniec szkoły zbliża się nieuchronnie.

Początkowo na pierwszym planie jest Kujo (Ryuhei Matsuda), który obejmuje symboliczne przywództwo w szkole po tym, jak zwycięża w wyzwaniu – śmiałkowie stają na dachu szkoły po drugiej stronie zabezpieczającej barierki i klaszczą jak największą ilość razy tak, aby zdążyć się jeszcze złapać i uniknąć upadku z wysokości.

Okazuje się szybko, że Kujo tak naprawdę nie jest zainteresowany przywództwem, a udział w zawodach wziął „od niechcenia”. Chłopak jest w pewnym sensie głównym bohaterem, ponieważ jego osoba spaja cały film. Ma miejsce jednak ciekawy zabieg, gdyż im mniejsze jest zaangażowanie Kujo w „przywództwo”, tym bardziej kamera symbolicznie, stopniowo go opuszcza, by skupić się na losach jego znajomych. Mamy więc poniekąd do czynienia z bohaterem zbiorowym i to bardzo sprawnie narysowanym – w pewnym momencie jesteśmy wręcz przesiąknięci bezcelowością bohaterów, którzy dryfują w szkolnej rzeczywistości. Wyróżniona jest nieco relacja między Kujo a jego wieloletnim przyjacielem Aoki, który rozczarowany brakiem zachowań przywódczych Kujo, wystawia przyjaźń na próbę…

klask

„Klaszcz, jeśli jesteś szczęśliwy” – taki przewrotny napis znajduje się na ścianie na dachu. Wiele można powiedzieć o tych chłopcach, ale nie to, że są szczęśliwi. Są zagubieni, zawieszeni w odstającej od świata szkolnej rzeczywistości, działają instynktownie, niemal bezrefleksyjnie.

Wyjątkiem jest Kujo, który zdaje sobie sprawę ze swojego położenia. Wie, że szkoła jest swoistym kloszem, w którym reguły są jasne i bez problemu w niej funkcjonuje. Mówi: „Szkoła to jest raj.” a przyszłość budzi w nim lęk: „Boję się ludzi, którzy wiedzą, czego chcą w życiu.”

Zaprzyjaźnia się ze szkolnym ogrodnikiem, który jemu i dwójce innych uczniów poleca zasadzić kwiaty. Każdy z nich ma dbać o swoje, jednak tylko Kujo wraca do ogrodnika i dba o wszystkie trzy cebulki, z których zakwitają tulipany. Sceny z udziałem Kujo i ogrodnika są świetne, stoją w opozycji do brudu i przemocy, które dominują film. Są chwilą na złapanie oddechu i właśnie na ową refleksję, której brakuje pozostałym bohaterom. Kujo ma świadomość tego, że czas wziąć odpowiedzialność za swoje życie, ale boi się, że nie podoła. Pyta ogrodnika: „Czy nie ma takich kwiatów, które nigdy nie kwitną?”. Ten odpowiada: „Kwiaty są stworzone, by kwitnąć, nie by usychać. Zdecydowałem się w to wierzyć.”

tulip

Zaraz po filmie miałam mieszane uczucia i pewien problem z oceną, gdyż wydał mi się on zbyt odrealniony i przerysowany. Cała akcja rozgrywa się w szkole, która jest przedstawiona w najgorszy możliwy sposób – budynek jest dosłownie ruderą, ściany są popisane, szyby w oknach powybijane, wszędzie jest brudno i ponuro. Uczniowie zupełnie nie przywiązują wagi do nauki, ignorują nauczycieli, wychodzą z sali w trakcie lekcji bez żadnych konsekwencji. Nauczyciele z kolei prowadzą zajęcia jak automaty, nie reagują nawet na elementy przemocy skierowane w ich stronę, a co dopiero między uczniami – są tu tylko tłem dla zdarzeń. Zupełnie nie wiemy też, jak wygląda pozaszkolne życie bohaterów, ich relacje z rodziną itp.

Moim podstawowym zarzutem dla filmu jest jednowymiarowość przedstawienia postaci (bardzo tego nie lubię), jednak jeśli miał to być zabieg podkreślający, jak bardzo jałowe jest życie bohaterów, którzy nie mają prawie żadnych zainteresowań (wyjątkiem jest w pewnym sensie wątek baseballisty) i wszystko załatwiają przemocą, to taka forma wyrazu jest akceptowalna. Szkoda tylko, że nie wiemy, dlaczego jest tak, jak jest. Nie możemy się tego nawet domyślać. Ponadto jak dla mnie jednak trochę za dużo tej przemocy, dobrze, że nie zawsze pokazywanej w kadrze… Zaletą jest, że film od samego początku trzyma w napięciu i niepewności. Kiedy oglądamy klaszczących chłopców na dachu, czujemy ścisk w żołądku i napięta atmosfera towarzyszy nam już do końca. Kontrastem dla ponurych zdęć i fabuły są pokazywane w tle zwodniczo piękne kwitnące wiśnie, co jeszcze bardziej uwydatnia patologię, z jaką mamy do czynienia. Jest też kilka ciekawych ujęć, mi w pamięci zapadnie szczególnie to pochodzące ze znaczącej sceny między Kujo a Aoki:

papier

Dodając do tego świetną grę aktorską i dobrze dopasowaną punkrockową muzykę, mamy film całkiem niezły. Przywiódł mi na myśl estońską „Naszą klasę” (2007) i szwedzkie „Zło” (2003), ale był od nich dwóch według mnie lepszy.

Moja ocena 7/10. Polecam!

Film w reżyserii Toshiaki Toyoda, na podstawie mangi Taiyō Matsumoto.

Trailer:

Film do obejrzenia tutaj:

Advertisements

7 Responses to Aoi haru 青い春 (2001)

  1. Widziałam już dawnooooooo temu – podobał mi się, ale czegoś mi zabrakło.

  2. Ja jeszcze nie widziałam tego filmu, ale skoro Chochla poleca, tzn. że warto :D !

    Przy okazji widziałam „Zło” w liceum i pamiętam, że wywarł na mnie wrażenie do tego stopnia, że do dziś go pamiętam – być może dlatego, że byłam jeszcze smarkata. I przypomniał mi się film koreański, o tej tematyce pt. Once upon a time in highschool (nie pamiętam koreańskiego tytułu). Oglądałam go jakoś rok temu i bardzo polecam. Dosyć ciężki i o skomplikowanych relacjach, ale nadal dobry do psychologicznych rozkminek.

  3. agata says:

    Widziałam 1,5 razy ;) Po raz pierwszy lata temu, bo „gra w nim Ryuhei Matsuda!!!11” (który zrobił na mnie wrażenie w Gohatto), po raz kolejny podeszłam do filmu kilka miesięcy temu, żeby sobie przypomnieć… ale nie dotrwałam. Ryuhei Matsuda już mi się tak nie podoba ;) A tak serio to film dosyć przygnębiający dla mnie, i w sumie nudny, monotonny– poza kilkoma brutalnymi czy obrzydliwymi scenami, dzięki którym zapadł mi w pamięć. Jakoś tak kojarzy mi się ten film z „Małą Odessą” z młodym Edwardem Furlongiem– ze względu na wątek dorastania, przemoc, „powolność” i dołującą atmosferę.

    • chochlyn says:

      przygnębiający na pewno, ale czy nudny? Za drugim razem pewnie tak :) Za pierwszym trzymał mnie w napięciu, więc się nie nudziłam. Na „Małą Odessę” chętnie zerknę, bo nie widziałam. Pozdrawiam!

      • agata says:

        Nie pamiętam już dokładnie swoich odczuć kiedy oglądałam po raz pierwszy, ale chyba masz rację– wtedy mnie nie nudził. Bo nie wiedziałam, co się wydarzy, czego się spodziewać. Pamiętam, żeby byłam zaskoczona kiedy film nagle zrobił się mocno brutalny– na początku myślałam, że oglądam film obyczajowy o dorastaniu, taki tam o nastolatkach i skierowany głównie do nich ;) Nie jest to jednak film, który mogłabym obejrzeć ponownie. A takie istnieją. Ghost in the Shell II: Innocence widziałam już 20-30 razy (czasami 2 razy w ciągu tygodnia). Każda scena mnie powala… obraz, muzyka, dialog, symbolika. Jak dla mnie to dzieło. Do tego tematyka lalek/robotów, którą uwielbiam. Jest też sporo filmów czy serii anime, które widziałam tak do 5 razy (GitS nie jest wyjątkiem). Film, który jestem w stanie obejrzeć tylko raz, chyba jednak muszę koniec końców zakwalifikować jako nudnawy :) Z tym, że też nie jestem fanką filmów o nastoletnich łobuzach i wątków mafijnych, zupełnie mnie to nie kręci– to także trzeba wziąć pod uwagę. Nie twierdzę, że jest słaby, nawet jeśli mnie nudzi (Rodzina Soprano też mnie nudzi ;) dużo „fajnych” rzeczy mnie nudzi, jeśli do mnie nie przemawia, nie porusza interesującej mnie tematyki). Na pewno jest oryginalny, nie wiadomo czego się spodziewać, film zapada w pamięć, gra aktorska jest ok. No i Ryuhei Matsuda mimo wszystko dalej ładny ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Aotearoa - land of the long white cloud

My new life in New Zealand

Japonia - Michiru Blog

Japonia pełną chochlą!

W krainie tajfunów

Blog o Azji Wschodniej... i nie tylko

stegierski.com

Japonia pełną chochlą!

PIOTR BERNARDYN

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

COOKING WITH JAPANESE GREEN TEA

Japonia pełną chochlą!

ポーランド観光

ポーランド観光, お菓子、料理のブログ

Japonia na co dzień

Japonia pełną chochlą!

Bento Boxy

Japonia pełną chochlą!

W poszukiwaniu Komachi

A great WordPress.com site

kocham bento

Japonia pełną chochlą!

Japonia pełną chochlą!

Japońskie inspiracje

Japonia pełną chochlą!

Bento po polsku

Japonia pełną chochlą!

Upajam się Japonią

Japonia pełną chochlą!

Just Sushi

Japonia pełną chochlą!

Japan Blog - Tokyo Osaka Nagoya Kyoto

Japonia pełną chochlą!

Z uśmiechem przez Japonię

Japonia pełną chochlą!